Co nowego arrow Proza arrow Dwie pary

Migawki

Dwie pary
(...) napisaam do duo scen - trzeba to jeszcze skleci w cao - najgorsze, e jak próbuj kleci - to wychodz co chwila nielogicznoci - i sceny z pocztku wylatuj na korzy dalszych (...) Z "Dialogów " si chtnie ucz - bo waciwie strasznie chc napisa sztuk - nawet Pan nie wie jak!
(H. Powiatowska, z listu do J. Niwiskiego)

      W 1988 roku, dziki uprzejmoci pani Zofii Niwiskiej, aktorki z Krakowa, otrzymaam nie publikowany dramat Haliny Powiatowskiej, zatytuowany Dwie pary. Tekst nie wyróniajcy si zanadto pod wzgldem artystycznym, stanowi moe interesujcy dokument dla biografów poetki.
      Motto sztuki: "a ycie bywa takie lub inne" - zostao zaczerpnite z Piosenki alkoholika Stanisawa Marczaka-Oborskiego. Tytuowe dwie pary dramatu to Marta i Piotr oraz Alina i Ryszard. Jest jeszcze matka dziewczt, w zasadzie statystujca akcji, bo jej roli nie mona nazwa nawet epizodyczn. Intryga rozgrywa si midzy czwórk modych bohaterów: chor na krgosup, nie opuszczajc inwalidzkiego fotela Mart, cierpicym na grulic Piotrem, modsz z sióstr, radosn i urocz Alin oraz Ryszardem, przystojnym bokserem, podbijajcym kobiece serca. Ich wzajemne relacje nie s zbyt skomplikowane: Piotr kocha Mart, obie siostry kochaj Ryszarda, Ryszard za, bdc narzeczonym Aliny, flirtuje z Mart... Piotr ma wiadomo tak wasnej bezsilnoci, jak braku szans w rywalizacji o uczucia Marty, lecz wobec rozpaczy dziewczyny, która heroicznie rezygnuje z wasnej mioci na rzecz szczcia siostry, wyznaje jej swe uczucie i obiecuje opiek...
      Postaci i dialogi s schematyczne, fabua - banalna. A jednak, gdy czyta si ten utwór przez pryzmat biografii autorki, majc w pamici jej sowa utrwalone na kartach Opowieci dla przyjaciela i okolicznoci przyjani z Morawskim, rozpoznaje si w wypowiedziach Marty i Piotra sowa Haliny i Ireneusza, dostrzec mona w kreacjach bohaterów ogromny bunt i ch normalnego ycia emanujce z postaci dziewczyny oraz mdro i powicenie jej przyjaciela:



Marta: (...) pozwalasz si litowa nad sob obcym ludziom?
Piotr: Nie Marto, to mnie nie dotyczy.
Marta: Jak to - nie czujesz tych wszystkich lepkich spojrze, które przylegaj do twojej twarzy - nie widzisz umiechów, póumieszków, sówek w rodzaju: "biedna, biedna, a taka moda" - czyby istotnie na ciebie ludzie tak mao zwracali uwagi, czy moe masz jaki sposób, e chodzisz niewidzialny z t swoj twarz blad i wychud?
Piotr: No popatrz - nareszcie zauwaya, e mam twarz. Nie Marto, ludzie nie s obojtni nawet w moim wypadku, chocia daleko mi do twojej urody, szepcz, umiechaj si, przechodz - a ja te przechodz i nie widz ich - tak wygodniej, nie lepiej, ale wygodniej.
Marta: Zazdroszcz ci tego -ja nie potrafi nie widzie.
Piotr: Biedactwo - wiele rzeczy nie potrafisz... W gruncie rzeczy rónicie si charakterami z twoj siostr ogromnie, powiedziabym, zastanawiajco. (...) W tobie jest wicej ruchu pod pozorami spokoju, ni kiedykolwiek ona wydobdzie z siebie wszystkimi wiczeniami gimnastycznymi. Na przykad teraz - milczysz, a przecie kipi w tobie nie wypowiedziane myli - w kadej minucie buntujesz si na nowo, cigle na nowo, cigle na nowo - masz w sobie wulkan. (...)
Marta: licznie potrafisz mówi, tylko, e to nic nie pomaga.
Piotr: Któ ci powiedzia, e chc ci pomóc - nie jestem lekarzem Marto, nie mam adnych parszywych pretensji do ulenia twoim cierpieniom - tego niestety nie potrafi - jestem bezsilny - spójrz na mnie - to ci powinno wystarczy, ode mnie nie spodziewaj si pomocy. Przyszedem tu porozmawia z tob, przyniosem ci ksiki.
Marta: Poka.
Piotr: Znów bdziesz smutna i za.
Marta: Nie - lubi te ksiki, a smutno mi dlatego, e nie mog sama nic przey, nic z tych cudnych, dalekich rzeczy.
Piotr: A mnie jest wesoo, gdy czytam te same ksiki, czasem mio kochanie dowiedzie si, e ycie moe by równie pode tu i pod równikiem - jest co piekielnie wspólnego w losie grulika - jak ja i tego tam nieudanego kapitana. Fatalizm - nie wiem jak to nazwa... Wiesz czego im naley zazdroci - mierci, tylko tego jednego. Oni potrafi odwanie umiera.
Marta: Jeste okrutny.
Piotr: Bo ci strasz, czy to istotnie takie nowe dla ciebie, zao si, e wszystkie te godziny, które tu spdzasz sama - mylisz o tym, tylko o tym i drczysz si na mier. Czemu nie mielibymy porozmawia razem? mier gdy si o niej mówi we dwoje przestaje by straszna - wierz mi Marto, nigdy nie powinna myle o mierci samotnie...
Marta: Skd ty wiesz?
Piotr: Zapominasz czym jestem, choroba ma to do siebie, e zawsze jest taka sama - zdrowie moe mie tysice odcieni, tysice barw - choroba nie - zawsze szara.
Marta: Piotrze, czy wiesz, e jeste wikszym melancholikiem ode mnie?
Piotr: Wiem - ty jeste bardzo odlega od melancholii - w tobie jest bunt, we mnie rezygnacja.
Marta: Kamiesz - nigdy si nie rezygnuje.
Piotr: Czasem tak - bardzo rzadko - ale bywa... (...)



      Marta i Piotr czy Halina i Ireneusz?... Pytanie to nie jest podyktowane prymitywnym czy naiwnym biografizmem. Okrela natomiast przyczyn klski artystycznej, jak poniosa Powiatowska w roli dramatopisarki. Autorka Hymnu bawochwalczego bowiem po mistrzowsku wrcz wypowiadaa i zapisywaa siebie. Osobistym, intymnym przeyciom i doznaniom nadaa pitno ponadczasowoci i uniwersalnoci dziki niezwykle kameralnej i subiektywnej formie, jak jest jej liryka, przemawiajca za pomoc poetyckiego obrazu, metaforycznego oraz retorycznego skrótu. To owe liryczne chwyty i zabiegi - uwzniolajce jednostkowe przeycia wraz z ca ich codziennoci, powtarzalnoci i banalnoci - zapewniy trwao tak pisaniu i legendzie Haliny Powiatowskiej, jak autentycznym przeyciom poetki, jej zmaganiom z losem, z chorob, z niespenieniem.
      Nucej za potocznoci i zwyczajnoci nie unikna autorka w przypadku dramatu, który - zgodnie z reguami gatunku - absolutnie niemal eliminuje ze swej struktury pierwiastek subiektywny, a wic obecno lirycznego, ja". Osobiste przeycia bohaterów przekazywane sanie za pomoc jzyka poetyckiego, lecz relacjonowane przez nich samych w potocznej mowie, która nie uwzniola tak, jak subtelne zwierzenie liryczne. Patos jest nie na miejscu, retoryka omiesza bohaterów. I nawet jeli s tu zapisane autentyczne losy - autora, jego bliskich, jego przyjació - bez odpowiedniej formy, wyczucia sceny i teatru, dramatyzacji postaci i zdarze nie sposób stworzy arcydziea. Po prostu: "ycie bywa takie lub inne"..., ale nie znaczy to, e bez literackich zabiegów, chwytów - a moe nawet sztuczek i mniejszych lub wikszych przekama, uzyska moc kreacyjn, przetrwa w artystycznej postaci... wiadczy o tym dramat Dwie pary i wiadczy - poprzez kontrast gatunku, a tym samym artyzmu i siy oddziaywania wypowiedzi - poezja Haliny Powiatowskiej...
 
« poprzedni artyku
© 2017 http://www.koniczynka.art.pl/
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.
 
Professionelle Joomla Templates - kostenlos