Co nowego arrow Artykuły arrow (1959) Twórczość nr 7: "Nowa miłość" - Jerzy Kwiatkowski

Migawki

(1959) Twórczość nr 7: "Nowa miłość" - Jerzy Kwiatkowski

Halina Poświatowska: "Hymn bałwochwalczy". Kraków 1958. Wydawnictwo Literackie; str. 88.

Poezja Haliny Poświatowskiej jest ziemska, nie niebieska, jest poddana, nie suwerenna. Żyje ziemskimi pokarmami, sądzę, że nie mogłaby się bez nich obejść. Istnieją poeci, którym można odebrać wszystko. Spróbujcie Poświatowskiej odebrać miłość.
Obsesje tworzą poetów. (Jeśli godzi się uczucie tak piękne i powszechne nazywać obsesją.) W "Hymnie bałwochwalczym" proces ów wprost widać. Widać, jak poetka odrzuca słowa i pomysły świadczące przeciwko niej; widać, jak się zmienia, pogłębia, dojrzewa. Jak odrzuca pisarską naiwność i dąży ku pierwszym stopniom poetyckiej dojrzałości. Widać, gdyż ślady tego rozwoju pozostały w tomiku.

W słowach o Wenus, co

piersi miała takie
że tylko stać
i wyć z zachwytu do chmur
(str. 47)

o wietrze, który

był szatanem
śpiewał
o cudzie krążącej krwi
(str. 56)

o nieszczęsnej Ninie, która

taką piękną ma szyję
takie nogi jak słowa refrenu
je t'aime
(str. 10)

W słowach o ulicy "pijanej wiatrem", o śmiechu "szalonym", o tle "kolorowo drapieżnym".
Na początku nie było zatem słowa, było tylko jego poszukiwanie, szybkie i gorączkowe. Treści, które należało wypowiedzieć, nie chciały bowiem czekać, musiały zostać wypowiedziane natychmiast. Jak, w jaki sposób? Gdzie znaleźć patrona, wzór, nauczyciela?
Patron taki od lat kilkunastu istnieje. Patron wszystkich spragnionych formy, łaknących stylu, święty Tadeusz Różewicz. Oto litania do niego:

Jestem Julią
mam lat 23
dotknęłam kiedyś miłości
miała smak gorzki
jak filiżanka ciemnej kawy
(str. 35)

"Mam dwadzieścia cztery lata / ocalałem / / prowadzony na rzeź" (Różewicz). ,,Mam dwadzieścia cztery lata / przeżyłem najokropniejszą z wojen" (Drozdowski)... W ten sposób droga została odnaleziona, szkoła - wybrana, co więcej: warunki przyjęcia - spełnione. Gdyż, podobnie jak Różewicz, i Poświatowska może powiedzieć:

tam gdzie trzeba krzyczeć
mówię szeptem

W tej chwili praca dyplomowa leży przed nami.
Że w tej, a nie innej pracowni została napisana - nie trudno stwierdzić. Kto nie chce tu poprzestać na poznaniu intuicyjnym, ten z łatwością skompletuje sobie mały katalog wtórnych chwytów i schematów, takich jak paralelizm retoryczny, nadużywanie paralaksy, introdukcyjna funkcja czasownika (1). Uwzględniwszy melodię wersyfikacyjną i - dominującą tu - postawę behawiorystyczną, nie trudno otrzymać ilość punktów wystarczającą na to, by wykres "Hymnu bałwochwalczego" wiernie upodobnił się do zarysu poezji autora "Niepokoju".
Krytyk Poświatowskiej znajduje się jednak w o wiele szczęśliwszym położeniu niż krytyk jej braci i sióstr w Różewiczu. Stwierdzenie szkolnej przynależności nie zamyka tu bowiem opisu lecz otwiera go. Gdyż: w ramy poetyki ustalonej, istniejącej już - dostaje się nowa obsesja, nowy temat. Wydaje się rzeczą jasną, że, wcześniej czy później, ramy te musi przekształcić uregulowany brzeg - wymodelować po swojemu. Tymczasem: mieści się w nich z pożytkiem dla poezji.
Erotyka Poświatowskiej przynosi bowiem pewne novum, stanowi - skromne jeszcze, niewątpliwe jednak - poszerzenie granic, jakich temat ten dotychczas w poezji polskiej nie przekraczał. Śmiałość - wydaje się niekiedy cnotą pozaestetyczną. Zapewne. Jeśli jednak cnoty estetyczne nie towarzyszą jej - powstają wtedy wiersze w rodzaju tych, jakie niedawno z uczuciem pewnego przestrachu czytaliśmy w tomie innej poetki.
Poświatowska jest taktowną bałwochwalczynią Erosa. Nie waha się pisać o cielesnej istocie miłości, nie lęka się tematu ciała. Kobieta patrząca z zachwytem na swoje odbicie w lustrze, archipelag wiersza "W zmrużeniu powiek", przejrzysta metaforyka "Wiśni i świerku", świadectwo wiedzy o cynizmie ("Wieczorny finał") - śmiałości takiej nie było nawet u Pawlikowskiej. Lecz śmiałość owa nie przekracza nigdy granic taktu: nie ma w niej nic żenującego czy ryzykownego. Efekt ten Poświatowska osiąga w znacznej mierze dzięki różewiczowskiej poetyce, zmuszającej do dyskrecji, do ściszenia głosu. Jednak nie tylko dzięki poetyce.

Poezja Poświatowskiej jest ziemska, nie niebieska. Dotyczy spraw, którym żaden człowiek nie jest obcy; mówi o nich w sposób prosty, bezpośredni, komunikatywny. Jej ambicją nie jest odkrywanie nowych światów, nowego widzenia poetyckiego, nowych skojarzeń; jej ambicją jest stworzenie nowej konwencji, nowego językowego kanonu dla erotycznych przeżyć współczesnego człowieka, współczesnej kobiety.
W ambicji tej kryje się niemała szansa: ileż ludzi czeka na poezję miłosną, dziś - nie istniejącą niemal, ileż czeka na właściwą formułę własnego wzruszenia. Dokonujące się przemiany obyczajowe wymagają dokonania się przemian poetyckich, stwarzają konkretne zapotrzebowanie na poetycki listownik miłosny pokolenia. A że w wierszach Poświatowskiej zarysowują się możliwości spełnienia tych pragnień - świadczy choćby entuzjastyczna impresja Stanisława Grochowiaka ("Współczesność", 1959, Nr 5), który - będąc przedstawicielem tej samej generacji - stanowi tu tak zwany czynnik miarodajny.
O świadectwie tym, choć jednostkowym, warto pamiętać, gdyż odpowiedź Poświatowskiej na ankietę zatytułowaną "Erotyzm młodego pokolenia" nie we wszystkich punktach zgadza się z odpowiedziami, które czytaliśmy dotychczas. Na ich tle "Hymn bałwochwalczy" wyróżnia się czystością tonu, powagą i autentycznością przeżycia.
Słowo erotyzm zostało tu bowiem użyte na zasadzie określenia dyskretnego. "Hymn bałwochwalczy" można nazwać poezją sexu czy poezją erotyzmu - oczywiście. W gruncie rzeczy jest to jednak poezja tak zwanej "wielkiej miłości": żarliwej, nie uznającej kompromisów, totalnej. Miłości, która staje się miarą świata, która staje się imperatywem moralnym, narzuca bowiem całości ludzkiej psychiki swoją żarliwość i bezkompromisowość. I dlatego - tak blisko jej do spraw ostatecznych ("Dysonans", "Ona jest z nami") i do ostatecznych rozstrzygnięć ("Przypominam"). Stąd - "ów ideał kalso, k'agatos", zjawiający się w wierszu "Przechodzili koło mnie".
Taktem, kulturą erotyki Poświatowskiej jest jej kult miłości. Uczucie to stanowi w tej poezji próbę człowieczeństwa. Nie zna wstydu ciała; nie zna fałszu. Jest znów, jak było u Baczyńskiego, jak jest u Herberta - sprawą wierności. Bez głosu Poświatowskiej literatura młodego pokolenia byłaby niepełna. I - chyba - nieprawdziwa.




1 - Ulubiony chwyt Rózewicza: otwieranie wiersza formą czasownikową, silnie wyeksponowana - utrzymuje się jednak u tego poety w proporcjach umiarkowanych: "Niepokój" - 40:14; "Czerwona rękawiczka" - 34:10. U Poświatowskiej stosunek ten nieco wzrasta: na 68 wierszy tomiku forma czasownikowa otwiera się - 26. Dla porównania: w równocześnie wydanych "Wierszach" Teresy Socha-Lisowskiej ten sam stosunek wyraża się cyframi 44:3.


* - w oryginale przypisy są w stopce stron
Przypis autora strony.

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
© 2017 http://www.koniczynka.art.pl/
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.
 
Professionelle Joomla Templates - kostenlos