Co nowego arrow Artykuły arrow (1959) Nowe Książki nr 5: "Dwie poetki z Krakowa" - Barbara Biernacka

Migawki

(1959) Nowe Książki nr 5: "Dwie poetki z Krakowa" - Barbara Biernacka

-------
Halina Poświatowska: Hymn bałwochwalczy. 1958, WL, s. 90, zł 10,00
Teresa Socha-Lisowska: Wiersze. 1958, s. 61, zł 10,00
-------


Tak się składa, że najciekawsze talenty poetyckie ostatnich kilku lat debiutują prawie bez wyjątku albo w Krakowie, albo w Warszawie. "Składa się" zresztą zgodnie z bogatą tradycją literacką obu miast i z realną topografią wydawniczą, która, słusznie czy też nie, daje kolosalną przewagę Warszawie, gdzie skupia się gros wydawnictw beletrystycznych. Dużo młodsze od warszawskich "Wydawnictwo Literackie" nie ustępuje im jednak pod względem atrakcyjności planów i ruchliwości w dziedzinie współczesnej polskiej poezji i prozy.
Tak więc mamy znowu do odnotowania dwie ciekawe pozycje poetyckie, które ukazały się nakładem krakowskiego wydawnictwa: debiut Haliny Poświatowskiej "Hymn Bałwochwalczy" i "Wiersze" Teresy Socha-Lisowskiej.
"Hymn bałwochwalczy" - to rodzaj poezji w chwili obecnej tak rzadki, że można by go nawet nazwać wyjątkowym. Złośliwi mogliby powiedzieć wręcz - anachronicznym. W poezji tej łatwo dostrzec związki z Młodą Polską. Nie w zewnętrznym kształcie formalnym (Poświatowska pisze wierszem wolnym, ucieka się do prozaizmów, ujawnia treść swoich przeżyć z bezpośredniością, której żadna stylizacja nie może zaszkodzić - nawet tam, gdzie ją autorka wprowadza). Nawiązywanie do tradycji młodopolskiej uwidocznia się w sięganiu do pewnych motywów: pojęć, symbolicznych rekwizytów, porównań, nawet postaci przez poetykę młodopolską szczególnie ulubionych i nadużywanych - a wreszcie w ogólnej postawie artystycznej.
Znajdujemy więc u młodej poetki wszelkie rodzaje "wieczności" skojarzonej z potęgą życia, instynktów (niemal przypomina to "Chuć" Przybyszewskiego). Znajdziemy różne "otchłanie", wiatr, który "jest szatanem", "ciemne tajemnice istnień", nieba i piekła, miłość przyrównaną do pioruna i płomienia, postacie takie, jak Berenika, Fryne, Nefretete, symboliczna "Hexe-Czarownica" - i w ogóle upodobanie do erotycznej egzotyki.
Wszystko to prawda - ale natychmiast trzeba dodać, że po pierwsze, te elementy co wkomponowane są w całość dyskretnie, rozmieszczone w wierszach jak rytmiczne akcenty, które nie kłócą się z ich atmosferą liryczną i - co jeszcze raz chcę podkreślić - nie szkodzą ich bezpośredniości.
"Hymn bałwochwalczy" bowiem pozostawia wrażenie jakiejś żywiołowej poetyckiej erupcji. To dytyramb na cześć zmysłowego piękna życia, zachłanność w jego odczuwaniu, spotęgowanie wszystkich wrażeń, wyostrzone, - rzecz ciekawa - przez ostrą świadomość śmierci, choroby i ich stałą obecność w pobliżu człowieka (wiersze takie, jak "Spotkany", "Umarłe włosy...", "Ona jest z nami", "Dysonans", "Nad spaloną Żydówką" i in.):

Ona jest z nami
nasłuchuje brzęku osy
bawi się moimi włosami
w twoje palce wplątana

Słońce
miękko podkłada pod głowy
potem trochę traw
potem jeden kwiat maku
jak wykrzyknik
czerwony

ona przeczy naszym ruchom
przygina nas do ziemi
zapachem
ciepłem
zatrzymuje wiecznie
na chropawej powierzchni ziemi
bezwładnych miłością - śmierć.

Dytyramb na cześć życia ma różne odcienie: od radości wegetatywnej, radości płynącej z samego fizycznego trwania i religijnego wprost podziwu nad tym zjawiskiem ("Łasica" i inne prozy poetyckie) - do całej skali bogatej i żarliwej erotyki, w której to uintensywnione poczucie własnego istnienia i współistnienia w przyrodzie niesłychanie się potęguje.
Nasilenie emocjonalne i śmiałość erotyków dochodzą tu już do tej granicy bezpośredniości przekazu, poza którą wyjść niepodobna, nie przekroczywszy granic sztuki.
I znowu trzeba dodać: ale jest to erotyka podbijająca rozmachem romantyzmu - luksus uczuć wyłącznych i wybujałych - znajdująca wyraz w najwłaściwszym kształcie poetyckim, romantyczna "gigantyzacja" miłości.
Nieco pretensjonalny na oko (i właśnie młodopolski) tytuł tomu "Hymn bałwochwalczy" okazuje się tu nie tyle stylizacją, wiernym określeniem poetyckiej treści:

jaka to religia
w której czci się usta
wygiętego boga przedświtów
ach religia
wspaniali bluźniercy
jesteśmy sobie
zamkniętym czworokątnym światem

Tradycji tej poezji można by znaleźć wiele. Oprócz powierzchownych, jak i głębiej sięgających związków z moderną, o których wspomniałam, najsilniej może uderza zbieżność z mistyfikacją poetycką Pierre Louisa: "Pieśniami Bilitis". Śmiałość i sensualna wrażliwość, precyzyjność niektórych krótkich erotyków-miniatur, egzotyczne jakby nasycenie barwą i żarem przypominają niemal kasydy arabskie (wiersze takie, jak "Zaszeptała noc: dobranoc" i wiele in.).
W każdym razie ta nie oczekiwana anno domini 1958 "Pieśń nad pieśniami" pozostaje zjawiskiem samotnym i oryginalnym, stanowiąc stop pierwiastków nowoczesnych i tradycyjnych. (aż po anachroniczności) ze zniewalającą siłą i szczerością poetyckiego przeżycia.





* - dalsza część artykułu jest o Teresie Socha-Lisowskiej.

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
© 2017 http://www.koniczynka.art.pl/
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.
 
Professionelle Joomla Templates - kostenlos