Co nowego arrow Artykuły arrow (1964) Twórczość nr 6: "Życie miłością" - Michał Sprusiński

Migawki

(1964) Twórczość nr 6: "Życie miłością" - Michał Sprusiński

Halina Poświatowska: "Dzień dzisiejszy". Kraków, Wydawnictwo Literackie, 1963; str. 83.


Motto, jakim można opatrzyć nowe liryki Haliny Poświatowskiej, odnajdziemy wśród paru tłumaczeń zamykających tomik. Myślę zarówno o słowach Paula Eluarda:

Miłość potrzebuje miłości
Odbicia w posrebrzanym szkle

jak i o refrenie wiersza Garcii Lorci:

Ach, cóż za ciężar przeklęty
Kochać Cię z taką siłą!

Liryka Poświatowskiej jest bowiem cała skierowana ku sprawom miłości i erotyki. "Dzień dzisiejszy" świadczy więc o konsekwentnym pozostawaniu w sferze tematyki, czy obsesji, debiutu poetki - wydanego przed pięciu laty "Hymnu bałwochwalczego". Ponowna jego lektura prowadzi do wniosku, że uniknął losu niejednego zbioru, który, wysoko ceniony w latach 1956-1959, tym okresie "burzy i naporu" w naszej poezji, dziś denerwująco szeleści papierem. Wybierając dla swych wypowiedzi różewiczowski kształt wiersza, wypełniła go Poświatowska nie płytką prozaizacją - lecz lapidarną i oryginalną metaforyką. Metaforyka ta, świadcząc o sprawności wyobraźni, w najlepszych wierszach zbioru podporządkowana została ekspresyjnej, wyrazistej erotyce. O jej uzasadnieniu pisał Jerzy Kwiatkowski: "Taktem, kulturą erotyki Poświatowskiej jest jej kult miłości. Uczucie to stanowi w tej poezji próbę człowieczeństwa".
Przypominam szkicowo zawartość "Hymnu bałwochwalczego", gdyż powyższe uwagi wypada powtórzyć i z powodu "Dnia dzisiejszego". Nie oznacza to jednak, że druga wypowiedź poetki jest tylko echem pierwszej. Miłość pozostaje nadal miarą najwyższą, wokół której krystalizuje się centrum lirycznego świata, ale jego obraz skomplikował się i zyskał większą wyrazistość.
Przeważająca większość krótkich erotyków, czasem miniatur lirycznych, wypełniających niemal bez reszty zbiorek, nie posiada tytułów. Sądzę, że to nie rezultat niechęci autorki do pełniejszego precyzowania "tematu" wiersza, lecz świadomy zamysł kompozycyjny. "Małe profile" monologów i dialogów o odmiennych kształtach miłości, łączą się i wzajemnie uzupełniają, stanowiąc różne punkty dojścia w procesie wtajemniczania w jedno powtarzające się i wciąż nowe, wspólne przeżywanie świata. Przeżywanie to jest zarazem obroną przed "podwójną samotnością", jaką stać się może miłość. Miłość jest w liryce Poświatowskiej siłą, która wszystko ocala i wszystko niszczy, żywiołem bezwzględnym, o równie bezkompromisowej erotyce. Mówienie pełnym głosem o sprawach intymnych nie wynika już, jak było nieraz w debiucie poetki, z chęci prowokacji obyczajowej czy absolutyzowania wartości ciała ludzkiego. Poświatowska odrzuca także wzorzec infantylizującej, wielosłownej "szczerości" i bibelotowość "liryki drobiazgu" na rzecz lapidarności:

jestem teraz
i jestem mu naprzeciw
i wiem
że on jest naprzeciw mnie

tak patrząc na siebie w skupieniu
czynimy teraz
to tylko dzień odchodzi

teraz jest

Elementy pejzażu, przyrody rzadko pełnią rolę ornamentu, biernego tła spraw człowieka, albo "balsamu" w momentach jego samotności. Są wycinkiem rzeczywistości najbliższym bohaterce liryki Poświatowskiej, powracającym np. w takim kształcie:

połóż mi rękę na policzku
niech będzie chłodna i słona
jak ocean

nie przychodź do mnie pogodą

moje gałęzie nie przechwycą
zielonego płomienia liści
jestem sucha jak maszt

osaczony złą wodą
statek mojego serca
skręca na morze północne

Poetka stara się przejść od notowania jednorazowych stanów psychicznych do szukania zródeł uczucia. Z obiektu kultu staje się ono przedmiotem analizy. Właśnie przemiana, którą określić trzeba jako penetrację psychologii miłości, daje nową wartość, wzbogacającą jej lirykę. Powszechność, codzienność poszukiwań, podkreślona wyraźnie w tytule zbioru, zmienia i pogłębia ładunek dramatyzmu. Wiersze nie zalecają się jedynie żywiołową dynamicznością i efektowną metaforyką. Są dowodem odrzucania akceptacji bezkonfliktowego pokrewieństwa doznań jednostki i przemian przyrody. Często w obrębie jednego liryku następuje przejście od radosnej afirmacji świata, pozwalającej dostrzegać tylko "powierzchnię" rzeczywistości, do prób jej interpretacji. Dalszą konsekwencją tych zmian są próby autoanalizy, tropienia w jej przebiegu istoty miłości, miłości ocalającej życie i życia tworzącego i sankcjonującego miłość. Nierzadko rezultat tych poszukiwań nie prowadzi do odkryć nowych i ważkich. Podkreślić jednak wypada stopniową rezygnację z instynktownej ucieczki "od siebie samego", rezygnacji z ucieczki ku temu, co będąc w tzw. liryce kobiecej już od dawna rękojmią obrony i bezpiecznym tematem płytkiej fascynacji i "szczerości" usprawiedliwia stronienie od poważniejszej problematyki myślowej, a występuje jako Magia Urody, On czy Przyroda.
W dalszym poszukiwaniu, zdecydowanie odchodzącym od tradycyjnego "zaplecza", azylu tego typu biernej, pasywnej liryki, widzę szansę pełniejszego uwydatnienia tragicznego wymiaru świata poetki. Już dzisiaj zresztą posiada on jakość nieczęstą. Jej liryka, pozbawiona retuszów i obyczajowych zafałszowań powodowanych konwenansem, liryka intymna, o dużym stopniu jednostkowej autonomii, ma zarazem walory intersubiektywne. Do poetyckiego listownika współczesnej poezji miłosnej wpisała Poświatowska własną kartę. Czy jednak tylko w nim będzie obecna? Pytanie to rozstrzygną następne wypowiedzi poetki. Natomiast stwierdzenie Hebbla, które trzeba przypomnieć omawiając właśnie drugi zbiór wierszy Poświatowskiej: "Pierwsze rzuty, szczególnie w liryce, nie stawiają grubych granic, ale zataczają niewidzialne koła, poza które już wyjść nie można", warto "dopowiedzieć" cytując z "Dnia powszedniego": "zataczam czarne koło dokoła milości".

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
© 2017 http://www.koniczynka.art.pl/
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.
 
Professionelle Joomla Templates - kostenlos