Co nowego arrow Artykuły arrow (1966) Poezja nr 15: "Bunty Penelop" - Michał Sprusiński

Migawki

(1966) Poezja nr 15: "Bunty Penelop" - Michał Sprusiński

Halina Poświatowska: Oda do rąk. - W-wa 1966 Cz, 8°, s. 88. 4 nlb., zł 10,00
Wanda Bacewicz: Waga, - W-wa 1966 PIW, 16°, s. 67, l nlb., zł 10,00
Krystyna Szymonowicz: Bunt Penelopy. - Kraków 1966 WL, 16°, s. 36, 3 nlb., zł 10,00


Trudno byłoby dziś powtórzyć za Wilhelmem Feldmanem: "Imię kobiet piszących - legion, tyle ich bowiem, co pianistek domowych". Nieaktualność sarkastycznej uwagi historyka literatury nie stąd wynika, iż do przeszłości ów legion pianistek domowych należy, iż zmienił się kanon edukacyjny. Okres Młodej Polski przyniósł istotnie na emancypacyjnej fali start licznego grona poetek, a międzywojenny - sporej grupy powieściopisarek, co wówczas z ożywieniem komentowano. Dziś żaden krytyk nie jest skłonny poświęcać (jak czynił to właśnie Feldman) odrębnych, "podręcznikowych" rozważań tzw. pisarstwu kobiecemu.
Utarte określenia "pisarstwo kobiece", "poezja kobieca", są obecnie nader wątpliwymi komplementami. Z reguły oznaczają lirykę czułostkową, która reprodukuje wrażenia bez respektowania rygorów selekcji i intelektu, wypowiedzi mniej lub bardziej banalne w ostentacyjnej "szczerości uczuć", erotykę nawiązującą do Tetmajera, a nie np. do "Kwiatów zła". Stosowane są wobec twórczości, która daje świadectwo (przypomnijmy Zawistowską) "męce duszy w pętach zmysłów na służbie u cudnego ciała". W takiej formule poezji kobiecej nie mieściła się w dobie modernizmu jedynie liryka Bronisławy Ostrowskiej, w latach międzywojennych - Marii Jasnorzewskiej-Pawlikowskiej, współcześnie zaś - Iłłakowiczówny, Szymborskiej, Kamieńskiej, Buczkówny, Pogonowskiej.
Także twórczość debiutantek lat ostatnich nie zachęca na szczęście do wskrzeszania popularnego niegdyś- i przydatnego określenia. Pierwsze książki Haliny Poświatowskiej ("Hymn bałwochwalczy" 1958) i Wandy Bacewicz ("Cisza i ciemność" 1961) były polemiką z wartością i przydatnością dawnego modelu liryki kobiecej w nowej sytuacji społecznej, obyczajowej, poetyckiej. Drugie zbiory z powodzeniem kontynuowały tematykę i poetykę debiutów. Trzecie, wydane ostatnio, nie świadczą o zasadniczym przełomie. Nadal zatem domeną liryki Poświatowskiej jest miłość i erotyka, odmienne, "wyciszone", kontemplacyjne wiersze Bacewiczówny przynoszą analizę napięć między konkretem i abstraktem, między wydarzeniem a refleksją. Kontynuacja nie polega tutaj jednak na umiejętnym mnożeniu bytów nie tyle poetyckich, co bibliograficznych. Obsesje pozostały niezmienne, odmienił się, przeobraził i skomplikował status powodowanego nimi bohatera lirycznego.

"Jestem Julią
mam lat 23
dotknęłam kiedyś miłości
miała smak gorzki
jak filiżanka ciemnej kawy"

Taki był punkt wyjścia, wyznanie i pierwsze doświadczenie bohaterki lirycznych monologów Poświatowskiej w "Hymnie bałwochwalczym". "Oda do rąk" wyjawia inne już doświadczenia:

"wąska nić świtu
coraz częściej bieleje w moich dwudziestu ośmiu latach

ostatnie cztery lata spędziłam nad filozofią
chciałam rozwiązać zagadkę bytu
lecz to co mi pokazano
to nie było drzewo ani ciało
to były słowa słowa słowa"

Taki jest punkt dojścia - zwątpienie w wartość "czystej" (poza człowiekiem, materią, przedmiotem) filozofii, zwątpienie, które nie obejmuje wszakże świata poezji: "słowami / skarżę się z moich udręczeń / jak gdyby liryka była kluczem / którym można by otworzyć / zatrzaśnięty przed wiekami raj". Wiary w moc poetyckiego słowa nie podważa nawet przeświadczenie: "odkąd ptaki odfrunęły z moich słów / i gwiazdy zgasły / nie wiem jak nazwać / strach i śmierć i miłość". Owa deklaracja zamyka "Odę do rąk", parędziesiąt epizodów dramatu śmierci, miłości i samotności. Miejsce pożegnań i powrotów kochanków z "Hymnu bałwochwalczego" zajęło litanijne, przypominające tonację "Pieśni nad pieśniami" wołanie o ponowne przyjście miłości. Tylko miłość bowiem, pozbawiona pruderii, nie wyrzekająca się cielesności w imię manichejskich czy wręcz pruderyjnych kodeksów stanowi siłę wiodącą życia psychicznego jednostki. Oto wyraziste credo "Ody do rąk".
Liryka Poświatowskiej jest wyznaniem bezpośrednim. Ten poetycki dziennik intymny nie zawiera szyfrów, masek, nie wytwarza odległego, oziębłego dystansu między zwierzeniami a ich spodziewanym adresatem. Odwołuje się zarazem do poetyk znanych czytelnikowi - do Różewicza (jak w cytowanych fragmentach), do Jasnorzewskiej-Pawlikowskiej. Jest interesującą próbą scalenia, nadania jednorodności niektórym brzmieniom tak przecież odmiennych głosów poetyckich. Próbą najbardziej udaną, gdy niechęć do metaforycznego pośladu (znamienną dla autora "Niepokoju") stowarzysza z sensualizmem, nie odbierając należnego miejsca refleksji intelektualnej.
Przyczynkiem potwierdzającym niezależność poczynań Poświatowskiej od efemerycznej mody są włączone do zbioru przekłady. Krakowska autorka prezentuje poetów mało w istocie znanych (np. Ezra Pound, który jedynie "obsługuje" mottami wiersze pokolenia wstępującego i służy za "dowód rzeczowy" erudycji) lub nie znanych nawet naszej krytyce, a wartych baczniejszej uwagi (Dane Zajc, Joze Udovic).
W wierszach Poświatowskiej dramat rozpoczynał się, przebiegał i osiągał kres w świecie związków równie intymnych, co niebezpiecznych. Był jednak relacją o pewnych stereotypach ludzkich zachowań.




* - dalsza część artykułu jest poświęcona Krystynie Bacewicz i Krystynie Szymonowicz

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
© 2017 http://www.koniczynka.art.pl/
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.
 
Professionelle Joomla Templates - kostenlos