Co nowego arrow Artykuły arrow (1967) Odra nr 7/8: "Opowieść Poświatowskiej" - Jacek Łukasiewicz

Migawki

(1967) Odra nr 7/8: "Opowieść Poświatowskiej" - Jacek Łukasiewicz

      Najpełniejszą teorię "lektur sprzężonych" głosi u nas od lat Paweł Hertz. Rzeczywiście są książki - dobre książki - które najlepiej się czują w towarzystwie innych tekstów, proszą je o pomoc. Do takich często należą opowieści bardziej osobiste. Dlatego zanim przejdę do omawiania "Opowieści dla przyjaciela" Haliny Poświatowskiej, zacytuję intrygującą uwagę z artykułu wielkiego chirurga prof. Manteuffla, który z wieloma żywymi sercami miał możność obcowania najbardziej bezpośredniego. W artykule "Chirurgia serca, czyli optymizm" ("Miesięcznik Literacki", nr 3, 1967) profesor napisał: "Jest rzeczą jasną, że nie można stawiać znaku równania pomiędzy sprawą przeszczepiania mózgu i serca, tym niemniej nie mogę oprzeć się wrażeniu, że cena zapłacona za tę transakcję może się okazać bardzo wysoka, a może nawet zbyt wysoka. Wiemy, że serce poza swą czysto mechaniczną rolą jest ośrodkiem decydującym o rytmie krążenia. Czy to jest wszystko - można się obawiać, że nie, że ma ono, to serce, nieporównanie więcej do powiedzenia. Nie mogę przy pomocy dostępnych mi kryteriów medycznych przedstawić w sposób przekonywający swoich zastrzeżeń w stosunku do sprawy przeszczepiania serca u człowieka, tym niemniej nie potrafię się z tą ideą pogodzić ani jako lekarz, ani jako człowiek".

Spotykamy się tu z tajemnicami organizmu ludzkiego, z tajemnicami ciała, które tak bardzo łączą się nieraz z tajemnicami duszy. Z tymi tajemnicami, do których otwiera drogę choroba; w zdrowiu bowiem nie zwracamy na ciało uwagi, jeśli nie jesteśmy skrzywieni psychicznie egocentryczną hipochondrią. Choroba - jakże często literatura wyzyskiwała otwierane przez nią furtki, wkraczając przez nie do ludzkiego wnętrza. Były to jednak najczęściej utwory, w których koniec stanowiła nieprzekraczalna dla naszego poznania granica śmierci. Opowieść Poświatowskiej (*) można by natomiast zatytułować tak, jak artykuł profesora: "Chirurgia serca, czyli optymizm".
Jest to książka wyjątkowa. Każda dobra książka powinna być wyjątkowa. Bardzo osobista, bardzo prywatna; jak jeden długi, ważny list napisany na jednym oddechu. Mówi o chorej dziewczynie, która stale czując swoje serce bliskie kresu, leżąc w łóżku, przenosząc się ze szpitala do szpitala, z sanatorium do domu i z domu do sanatorium, jednocześnie przeżywała swoje wielkie miłości, swoje małżeństwo, swoje przyjaźnie, swoje zachwyty i podstawowe poznania. Wszystko to w tym dziwnym stanie, który przeżyła do głębi - do momentu, gdy pozostało jej parę miesięcy życia i gdy dzięki pomocy wielu ludzi (zwłaszcza z Polonii) została zoperowana w sławnej filadelfijskiej klinice. I serce po raz pierwszy się uspokoiło, przestało być natrętne, przestało być ważne na co dzień, ale pozostało tym samym jedynym, wyjątkowym, własnym sercem, dzięki któremu mogła dalej kochać i uczyć się (zdecydować się na starania o stypendium w Stanach Zjednoczonych), dzięki któremu mogła tęsknić, chłonąć, przeżywać i powracać.
Wydobywam to jako główny motyw opowieści, jakby był on "pomysłem", osią konstrukcyjną czy czymś w tym rodzaju. Naprawdę jednak jest to wątek prowadzony dyskretnie i zwięźle, bez nadmiernych rozczuleń, bebechowatych analiz. Nie przesłania innych spraw, ale pomaga i wyjaśnia. Serce reguluje kochające ciało i kieruje nim. Jego dzieje (dzieje fizycznego i zmetaforyzowanego serca) wyznaczają trudne do uchwycenia granice między chorobą a zdrowiem, między porywem a normalnością.
Narratorka mówi odważnie, szczerze, lecz przyznaje, że nie mówi, nie może mówić wszystkiego. Zakłada granice, poza którymi jest już tylko nieodpowiedzialna arcyszczera paplanina. Jest bowiem w całej tej opowieści obecny jej adresat. Mądry, dobry, ironiczny, inteligentny. Adresat wyznaczający poziom zwierzeń, umiejący odkryć każdy fałsz, każdą przesadę. Adresat ten egzystuje nawet w tych rozdziałach, w których nie ma o nim mowy. Adresat, który będzie umiał krytycznie ocenić, nie tylko treść zwierzeń, ale prostotę narracji i kompozycję opowieści. Adresat, dobry przyjaciel, któremu trzeba wyjaśnić jednak wiele rzeczy, tak, by je pojął nie tylko ze słów, ale także z przemilczeń, tak, by zachować własną godność w zetknięciu z jego godnością, jego osobowością odrębną, osobną, kierowaną przez jego serce jedyne i niepowtarzalne.
Są w książce Poświatowskiej także pewne strony, które czyta się ze szczególną przyjemnością. To te strony, na których opisuje ona pobyt narratorki w Stanach Zjednoczonych. Nie są one pozbawione krytycyzmu, nie brak w nich narastającej w czasie dwuletniego pobytu nostalgii, ani opisów osamotnienia w ekskluzywnym kolegium Smith, gdzie bohaterka nie czuła się dobrze. Ale są te strony także wyznaniem szczerej i niezmąconej przelotnymi, osobistymi smutkami wdzięczności dla tych, których pomoc uratowała jej życie, i dla tych, dzięki którym mogła studiować w amerykańskiej szkole. Jest bowiem w tej książce, z założenia formalnego tak osobistej i spontanicznej, zachowana hierarchia spraw i uczuć, której brak prowadzi do ekshibicjonizmu i histerii.



(*) Halina Poświatowska: "Opowieść dla przyjaciela". Wydawnictwo Literackie, Kraków 1966, s. 252.

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
© 2017 http://www.koniczynka.art.pl/
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.
 
Professionelle Joomla Templates - kostenlos