Co nowego arrow Artykuły arrow (1967) Miesięcznik Literacki nr 8: "Między tragedią i banałem" - Zbigniew Żabicki

Migawki

(1967) Miesięcznik Literacki nr 8: "Między tragedią i banałem" - Zbigniew Żabicki

      Debiut prozatorski poetki Haliny Poświatowskiej jest książką bardzo nierówną. Można by powiedzieć, że składają się na nią jak gdyby dwie odrębne powieści, powiązane tą samą osobą bohaterki, poza tym jednak wyraźnie zróżnicowane pod względem zasięgu problematyki i jej wagi gatunkowej. Przy tym opowieść pierwszą czyta się z żywym zaangażowaniem, druga po prostu irytuje i nuży.
Ta odmienność reakcji czytelniczej jest przede wszystkim konsekwencją zróżnicowania rangi tematycznej. Cześć pierwsza Opowieści dla przyjaciela należy mianowicie do tych utworów, przy których - jak to się zwykło mówić - milknie krytyka, i to tym bardziej, że nie możemy orzec, do jakiego stopnia mamy tu do czynienia z tworzywem autentycznym (książkę poprzedza dedykacja, w której czytamy: Matce mojej, bez której pomocy i zachęty  t e  w s p o m n i e n i a  nigdy nie byłyby spisaneOpowieści dla przyjaciela jest młoda dziewczyna, od dzieciństwa ciężko chora na serce, praktycznie skazana na unieruchomienie i kalectwo, a na dodatek każdego dnia prześladowana aż nazbyt realną perspektywą bliskiej śmierci. Jej całe życie upływa w szpitalach, w sanatoriach, w najlepszym wypadku zaś - w czterech ścianach zawsze tego samego pokoju.
Poświatowska z prostotą potrafi oddać przeróżne konsekwencje emocjonalne tej wyjątkowej sytuacji bohaterki. Napisałem: "emocjonalne", ponieważ nie jest to choroba "zintelektualizowana" w rodzaju tej, która dotyka bohaterów Czarodziejskiej góry. W pierwszej części Opowieści dla przyjacielapar excellence sensualistyczną. Doświadczenie potoczne stanowi tutaj śmierć ze wszystkimi jej szpitalnymi atrybutami, życie natomiast jest czymś w pełni nie osiągalnym, czymś, co toczy się "zewnątrz". Poświatowska przejmująco ukazuje owo naturalne przywiązanie do egzystencji, które płonie w samej bohaterce i w jej towarzyszkach niedoli, które nie opuszcza ich także za drzwiami szpitalnej izolatki, w przededniu ryzykownych operacji.
Proste i pełne surowej prawdy karty poświęciła Poświatowska w pierwszej partii Opowieści dla przyjaciela również i tym sytuacjom elementarnym, jakie kreuje erotyka - przy czym w specyficznym położeniu bohaterki sytuacje te muszą oczywiście podlegać odpowiednim modyfikacjom. Erotyka, jak każde źródło mocnych wzruszeń, stwarza tu mianowicie bezpośrednie zagrożenie dla życia (Mojej krwi nie wolno krążyć szybciej, mojemu sercu nie wolno drżeć...) - ale równocześnie jest jednym z najsilniejszych impulsów, jakie podtrzymują bohaterkę w jej walce o własną egzystencję: Miłość stała się moim sprzymierzeńcem. Wyposażyła mnie w odwagę i cierpliwość. Wiedziałam, że muszę wyzdrowieć.Opowieści dla przyjaciela po raz pierwszy staje się równouprawnionym członkiem społeczności ludzi żywych.
Tutaj jednak zaczyna się w tomie Poświatowskiej jak gdyby nowa powieść. Zaczyna się przy tym od niejasnej i niczym nie umotywowanej decyzji bohaterki, która - na przekór podpisanym wcześniej zobowiązaniom do powrotu - postanawia zostać w Stanach i tam rozpocząć studia. Postanowienie to wikła narratorkę w żmudne zabiegania o stypendium na którymś z amerykańskich college'ów, przede wszystkim jednak wikła ją w konflikt z poczciwą Polonią, która przedtem z trudem uzbierała dla niej pieniądze na podróż, teraz zaś postępowanie swej pupilki traktuje wręcz jako naruszenie kredytu zaufania.
Muszę przyznać, że w czytającym budzi się podobna reakcja. Gdybyż narratorka potrafiła przynajmniej określić motywy swej decyzji! Można by na przykład domniemywać się, że po długich latach szpitalnego i sanatoryjnego zamknięcia pragnęła pełnym haustem zaczerpnąć atmosfery wielkiego świata; albo też, że nie chciała od razu powracać do miejsc, które na zawsze związały się jej z chorobą. Ale wszystko są to jedynie motywacje domniemane - w samym tekście powieści nie pada na len temat ani jedno słowo. Czyżbyśmy więc mieli do czynienia z kimś, kto całkiem po prostu i bezwzględnie pragnie wykorzystać nadarzającą się okazję? (notabene, nie śpiesząc się bynajmniej do pozostawionej w kraju matki, która przedtem opiekowała się bohaterką z całym samozaparciem).
Zresztą okazję tę narratorka Opowieści dla przyjaciela wykorzystuje w sposób nader mało efektowny. Skazuje się po prostu na nową klauzurę, tym razem dobrowolną; znowu spędza żywot w czterech ścianach swoich pokoików w bursach i hotelach studenckich, wkuwa, wkuwa i wkuwa - angielszczyznę, która nie bardzo jej idzie, filozofię (bo dla mnie, skazanej na samotność, metafizyczne rozważania były jedną z najpożyteczniejszych nauk - sic! Z. Ż.), politykę (? - Z. Ż.), i tak dalej. Może do tego wysiłku skłoniła ją autentyczna pasja naukowa? Ale nie: Ty wiesz najlepiej, jak bardzo nie jestem naukowcem, nigdy nim nie byłam. Nauka pozostanie dla mnie łąką, przez którą dobrze jest biec zrywając tu i ówdzie kwiatek (! - Z. Ż.), ale wnikliwa postawa badawcza, (...) docieranie do źródeł życiodajnych soków, (...) na zawsze pozostaną obce mojej dyletanckiej, impulsywnej maturze. Mimo to narratorka każe podziwiać upór, jaki okazuje w kurczowym trzymaniu się amerykańskiego gruntu: Upór, przyjacielu, nie uznaje żadnych argumentów i dlatego jest tak nieodparty.
Niestety, o ile przedstawiona w pierwszej części powieści zaciętość bohaterki w walce z własnym losem budziła nasze najgłębsze zaangażowanie i szacunek - o tyle analogiczna zaciętość w walce z przeszkodami na amerykańskich college'ach pozostawia nas w doskonalej obojętności. Pogłębia tę obojętność nader nikła wartość poznawcza tej drugiej partii książki. Poświatowska nie ma tu do przekazania żadnych interesujących obserwacji. Przytacza mimochodem parę dobrze znanych spostrzeżeń na temat segregacji rasowej, kilka szczegółów obyczajowych, zwierza się ze stereotypowych tęsknot emigranckich (za rozmokłą drogą w deszczu, przy której stoi kilka głupich jednookich wierzb...), podaje ponadto relację o banalnym niedoromansie bohaterki z jakimś żonatym wykładowcą - i bardzo dużo plotek o jej przyjaciółkach. Na tym koniec. Z tym większą ulgą witamy końcowy powrót narratorki do kraju. W tym miejscu na dobrą sprawę powinna by rozpocząć się nowa powieść o autentycznej adaptacji społecznej człowieka, który przez długie lata pozostawał na marginesie przeciętnej zbiorowości.
Może zresztą autorka taką powieść już przygotowuje. Tym bardziej jednak warto by ją przestrzec przed niebezpieczeństwem stylistycznego banału. W Opowieści dla przyjaciela jest go sporo, zwłaszcza w odmianie melodramatycznej i sentymentalnej. Otóż, o ile w pierwszej części utworu tragiczna sytuacja bohaterki patos ten najzupełniej uwierzytelniała, nadawała mu tony prawdziwego przeżycia - o tyle w części drugiej brzmi on fałszywie.

Halina Poświatowska - Opowieść dla przyjaciela. Wydawnictwo Literackie 1966.
- podkreśl. moje, Z. Ż.). Bohaterką (i narratorką) obracamy się w kręgu doznań i spraw najzupełniej elementarnych, a przy tym rejestrowanych przez świadomość W ten sposób dochodzi do małżeństwa narratorki. Jest to związek skojarzony przez wspólny los szpitalno-sanatoryjny, związek z człowiekiem również chronicznie chorym. Po dwóch latach on umiera, ona zaś toczy dalej w pojedynkę swą upartą walkę o życie. Wreszcie walka uwieńczona zostaje wygraną, która zakrawa na cud, ale jest przecież wydarzeniem zwyczajnym - owocem ludzkiej solidarności i altruizmu, a także postępów współczesnej medycyny: oto dzięki pomocy Polonii amerykańskiej bohaterka przewieziona zostaje do Stanów Zjednoczonych i tam poddaje się skomplikowanej operacji serca. Operacja kończy się pomyślnie, narratorka

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
© 2017 http://www.koniczynka.art.pl/
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.
 
Professionelle Joomla Templates - kostenlos