Co nowego arrow Artykuły arrow (1967) Życie Literackie nr 28: "Bardzo różne opowieści" - Krzysztof Nowicki

Migawki

(1967) Życie Literackie nr 28: "Bardzo różne opowieści" - Krzysztof Nowicki

Gani się krytyka za częstą rozpiętość ferowanych ocen, ale jakoś rzadko dostrzega się rozpiętość na przykład poszczególnych propozycji prozatorskich. Nie uwzględnia się więc faktu, że te ostatnie w swym powszednim wydaniu nie liczą się zupełnie z nowym modelem prozy, a w to miejsce objawiają formuły uładzone, wyprane z namiętności, goryczy, pasji - ze wszystkiego, co czyni literaturę sprawą nie obojętną; czego brak skazuje ją na chłodne przyjęcie wśród krytyki i odbiorców. Te braki zastępuje się rutyną widoczną nawet u pisarzy najmłodszych, znajdujących się w strefie debiutu.
Jak więc w takie sytuacji dziwić się miałkości bohaterów powszedniej polskiej powieści, skoro ich format przystosowuje się do miary wciąż poprawianych schematów fabularnych, skoro niczego się nie burzy i panuje święty porządek. Przeto przyczyny "wyrażania klimatu duchowego epoki konsumpcyjnej" tkwią - w moim przekonaniu - w konsumpcyjnym stosunku autorów do własnej pracy, w tej pysze wobec literatury, która pozwala ją traktować jako zespół prostej, uporządkowanej (bo wydatnie skonwencjonalizowanej) informacji na różne tematy.
Stąd właśnie środki prywatnego przekazu informacji, jakimi są poszczególne książki, upodabniają się do siebie. Upodobnienie to z początku dotyczy środków artystycznych, następnie zaś powiela się identyczne sytuacje dla tworzonych bohaterów, identyczne pojmowanie ludzkiego losu, które - dodajmy - jest zgodne z potocznym, a więc powierzchniowym, pozbawionym artystycznej wiarygodności, rozumieniem tych kwestii. Inaczej mówiąc, schematyzmowi formuł artystycznych odpowiada schematyzm formuł filozoficznych. Poszukiwanie miejsca we współczesnym świecie dla kreowanego bohatera, zważywszy jego ograniczony horyzont, przypomina krzątaninę poczciwca wśród przytulnych (kulturalnie opisanych) sprzętów i spraw. A jeśli autor formułuje przy tym tezę lub coć na kształt programu, jest to najczęściej gotowy, uporządkowany komunał, wokół którego pisarz zgromadził kilka fabularnych szczegółów.
Powyższe niebezpieczeństwa zarysowane są na różny sposób i we wcale nie równych proporcjach w konkretnych światach powieściowych. Popatrzmy jak rzecz wygląda w pięciu różnych opowieściach.

[w tym miejscu artykułu Krzysztof Nowicki opisuje kolejno powieści: "Zapora" Jacka Wojciechowskiego, "Narcyz" Stanisława R. Lipińskiego, "Jeleń" Wojciecha Kwaśniewskiego oraz "Tramontana" Ireny J. Kozłowskiej - objaśnienie autora strony]

Dla przyjaciela
Zaczynając swą "Opowieść dla przyjaciela" (5) Halina Poświatowska zastrzega, że czyni to "przeciw jego milczeniu", że będzie się bronić słowami. Bowiem "usiłuję wciąż na nowo wyjaśnić sobie i tobie, że to, co uczyniłam nie było zdradą" (s.7); chce, aby przyjaciel odnalazł na kartach "drganie żywego serca" (s.7). Kończąc swą książkę Poświatowska z rzadką wśród naszych prozatorów skromnością, ze sceptycyzmem niemal odnosi się do możliwości kreacyjnych słowa: "Czy słowami można jeszcze cokolwiek powiedzieć (...) Szukałam ich z trudem, każde oglądałam wiele razy, przymierzałam do nich moją miłość, mój ból" (s.249).
Istotnie, cały trud pisarski szedł w "Opowieści dla przyjaciela" w kierunku, aby znaleźć wyraz dla uczuć, które w tym przypadku można z pewnością nazwać racjami serca. Serca zresztą w dwojakim znaczeniu. Po pierwsze, Poświatowska ukazuje złożony proces leczenia skomplikowanej choroby, która nazywa się zapaleniem wsierdzia. Po drugie, relacjonuje dzieje ludzkiej wrażliwości, najpierw ograniczonej nieuleczalną chorobą, potem już wyzwolonej ze śmiertelnego niebezpieczeństwa.
Jest to więc opowieść o wewnętrznych i zewnętrznych warunkach, jakie należało spełnić, by uzyskać ratunek i wrócić do normalnego życia; opowieść o poszukiwaniu swego miejsca w świecie i wśród ludzi, wreszcie o przywróceniu wiary i nadziei w to, że niemożliwe staje się nieoczekiwanie możliwym, a człowiek może zwyciężyć. Zostajemy stopniowo wtajemnieczeni: najpierww genezę choroby, potem w jej poszczególne stadia, kiedy "serce żyło własnym, osobnym życiem" (s.37), wreszcie próby przezwycięzenia choroby, zapanowania nad nią i nad sobą.
Wszystko to zostało zaprezentowane na ogół bez egzaltacji, z ujmującym liryzmem. Polega on nie na poetyzacji, ale na bezpośredniości wyznań, czemu doskonale słyży postać adresata, owego niewidomego przyjaciela; polega na autoanalizie własnego postępowania, na szczerości relacji o rzeczach wstydliwych i intymnych. Przede wszystkim jednak liryzm tej książki współtworzy precyzja opisu, z jaką Poświatowska kreśli na przykład epizody z filadelfijskiego szpitala, z jakim przypomina wojnę jako prehistorię choroby serca: "Biegłam i podniosiłam z ziemi obcięte gałęzie. Te gałęzie, które zbierałam tak łapczywie, które przyciskałam do pirsi i wlokłam za sobą to byli moi pierwsi zabici" (s.32). Albo z jakim pisze o małżeństwie bohaterki:
"Moje serce, które od tej pory było jedynie obiektem zainteresowania lekarzy, stało się nagle ważne i użyteczne. W miarę jak poznawałam ciepło jego zaklęśnięć, wrażliwość naskórka, podziwiałam je i tuliłam coraz bardziej. W ten sam sposób patrzyłam i na jego ciało, trochę inne niż moje, ale przecież takie samo we wszystkich odruchach i odczuciach" (s.74).
Poświatowska nie uczyniła ze swej opowieści jedynie pamiętnika chorego. Opowiada także o "spisku", w ramach którego bohaterce - wbrew całemu otoczeniu - chodziło o pełną rehabilitację psychiczną. Dlatego podjęła z uporem studia w Ameryce z tej wielkiej ciekawości, "żeby wrócić do wielkiego miasta i poznać każdy kamień i każdego człowieka" (s.136). Przenikliwość spojrzenia na Amerykę, mimo że jakiekolwiek skłonności reporterskie były całkowicie obce Poświatowskiej, jest dodatkowym walorem "Opowieści dla przyjaciela".
Książka ta, zachowując uczuciowy umiar, ale nie ograniczając się przecież do zdawkowych komunikatów, ukazuje zatem dzieje wrażliwości ludzkiej od momentu, gdy z przyczyn zdrowotnych była ona wyobcowana z aktywnego życia - aż do chwili, w której następuje pełna rehabilitacja, nei tylko fizyczna ale i psychiczna. Przeto mamy do czynienia z rzadkim dokumentowaniem dziejów adaptacji wśród ludzi, historię powrotu do życia. A przy tym Poświatowskiej udało się kilka zużytym słowom, wielu niepochwytnym uczuciom nadać na nowe sens i znaczenie.

5 - Halina Poświatowska; "Opowieść dla przyjaciela", Wyd. Literackie, Kraków, 1966 s. 249

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
© 2017 http://www.koniczynka.art.pl/
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.
 
Professionelle Joomla Templates - kostenlos