Co nowego arrow Artykuły arrow (1967) Tygodnik Kulturalny nr 48: "Halina Poświatowska" - Tadeusz Nowak

Migawki

(1967) Tygodnik Kulturalny nr 48: "Halina Poświatowska" - Tadeusz Nowak

      11 października 1967 roku zmarła nagle po ciężkiej operacji serca Halina Poświatowska, jedna z najbardziej utalentowanych poetek młodego pokolenia. Halina Poświatowska debiutowała w 1958 roku tomikiem wierszy "Hymn bałwochwalczy". Dwie kolejne książeczki jej liryków noszą tytuły: "Dzień dzisiejszy" i "Oda do rąk". Jedyna Jej proza, mająca charakter jej osobistego pamiętnika, "Opowieść dla przyjaciela" ukazała się w zeszłym roku. Jest jeszcze w rękopisach kilkadziesiąt wierszy pisanych przez Halinę Poświatowską w ostatnich trzech latach. Starczy ich na pożegnalny tomik.
A nikt z nas znających Halinę, wiedzących o Jej schorowanym sercu, które jak to powiada lud, mogło w każdej chwili na zawsze utonąć, nie pomyślał o tym pożegnaniu. Nie pomyślałem o tym żegnając się z Haliną na parę dni przed operacją. Wyszedłem od Niej ze szpitala niosąc w wewnętrznej pamięci jej wyciągniętą na pożegnanie rękę, Jej szczupłą, już przeczuwającą twarz. O tym, że Jej twarz przeczuwała wiem dopiero teraz: Przypominam sobie leżącą obok Niej na łóżku Biblię. Znając Halinę, domyślam się, że czytała Ją tak, jak się czyta sagę rodu, długą opowieść o plemieniu nieustannie poszukującym, pełnym niepokoju, ale umiejącym kochać, bić się do ostatniej kropli krwi. Sądzę, że czytając Biblię, zapominała o swoim kruchym sercu, o stojącej przy oknie butli z tlenem, o przedłużającym się oczekiwaniu na operację.
Chciała wyjechać na tę operację jak najszybciej. I nie bała się jej. A przecież kilka lat wcześniej przeszła taką samą operację w Stanach Zjednoczonych. Nie mogłem przeto pojąć, bałem się zapytać siebie, czy pamięta o fizycznym bólu tamtej operacji, o wielotygodniowym leżeniu bez jednego ruchu w szpitalnym łóżku. Wydawało mi się, że jeśli o Jej ból zapytam siebie, Ona sobie o nim przypomni. Może dlatego tak skapliwie opowiadałem Jej ucieszne dykteryjki, o które prosiła.
Nie pomyślałem wtedy o pożegnaniu, nie chciałem pomyśleć, nie wolno nam było pomyśleć. Nie pozwalała na to Halina. Nie pozwalały Jej wiersze. Umawialiśmy się zawsze w trójkę, z Jej siostrą Małgosią, żegnając się, na powitanie. Na to radosne, nawet z kieliszkiem wina, powitanie po operacji, po rekonwalescencji.
Bo jak można było pomyśleć o pożegnaniu się z Haliną. Przecież była jedyną poetką, która w swoich wierszach wszystko witała. A powitanie swoje zaczynała od rzeczy najważniejszej, najcenniejszej w życiu człowieka, od miłości. Nikt przecież ze współczesnych poetów polskich nie umiał, nie potrafił tak pewnie, tak żarliwie pisać o rodzącym się uczuciu, o uczuciu ogarniającym do ostatniej drobiny dziewczęcą istotę. Jak można myśleć o pożegnaniu z księżniczką-trubadurem chodzącym od zamku do zamku, śpiewającym z każdej wieżyczki nieustającą "Pieśń nad pieśniami".


***
Tak, serce jest na pewno wymyślone, poza tym nie istnieje zupełnie.
Serce jest tym, co kocha, a to co kocha jest ulotne i jest wszędzie.
Ergo, może być tylko myślą, ciepłem w końcach palców, smugą wydychanego
powietrza, przytłumioną barwą głosu, samym szeptem. I wszystkie bajki, które
zaczynają się "dawno, dawno temu, pewnego dnia, było sobie albo była" -
wszystkie - mówią o sercu. I panoszy się serce w bajkach i rozpycha się serce łokciami.
I jest serce mężne jak rycerz uśmiercający hydrę, i jest nieśmiertelne jak hydra, której w
miejsce jednej odciętej głowy odrasta dziesięć żywych, i jest niezdobyte jak góra ze śliskiego
szkła, i uległe jak oczy kochającej kobiety. I wreszcie jest serce prawdziwe jak słowo,
w którym je zamknięto - więzień
dożywotni na samotność skazana i na nieważną śmierć.


***
odchodzący mają oczy niewesołe
pozostali mają smutne oczy
gdzie jest mądrość?

latam zakwita w słoneczniku
żeby się zmienić w oleiste ziarno

na płocie czają się wróble
w zaroślach oczy kotów

i sen długi jak myśl o futrze
mruczącym ciepłym


***
jutro zobaczę cię znowu
o będziesz bardzo mądry
oprawiony w tablicy czerń
z czołem pofałdowanym w tysiące drobnych zmarszczek

poprzez otwarte okno
wejdzie pierwszy promień słoneczny
przysiądzie na moich włosach
zaświeci

zdumiony
zamilkniesz na chwilę
- tak milkną na obrazach święci
w niewidzialnego boga zapatrzeni -

jutro - to będzie jutro

tymczasem wytrwałe słońce
obiega
drugą stronę zamarzniętej ziemi


***
jakiej czułości potrzeba, powiedz
żeby rozproszyć cienie pod oczyma
jakiej pieszczoty, żeby z kreski ust
wydobyć pełnię księżyca lub kwiatu?

jakiej miłości!
żeby krater ugasić krater rozedrgany
otwarta rana ziemi, która
nie chce się zgoić, czy nie umie...



Wszystkie moje śmierci

Ile razy można umrzeć z miłości
pierwszy raz to był gorzki smak ziemi
gorzki smak
cierpki kwiat
goździk czerwony palący

drugi raz - tylko smak przestrzeni
biały smak
chłodny wiatr
odzew kół głucho dudniący

trzeci raz czwarty raz piąty raz
umierałam z rutyną mniej wzniośle
cztery ściany pokoju na wznak
a nade mną twój profil ostry

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
© 2017 http://www.koniczynka.art.pl/
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.
 
Professionelle Joomla Templates - kostenlos