Co nowego arrow Artykuły arrow (1969) Nowe Książki: "I wąską strugą deszczu upływamy w głąb" - Józefa M. Bartnicka

Migawki

(1969) Nowe Książki: "I wąską strugą deszczu upływamy w głąb" - Józefa M. Bartnicka

Halina Poświatowska: "Jeszcze jedno wspomnienie" - Kraków 1968 WL, 8°, s. 221, tabl. 1, egz. 1680, pł. zł 25,00


"szuflady pełne drogocennych przynależności
ale już się przyzwyczajamy pomału pomału
dotykamy lekko tej lub owej rzeczy
koloru zapachu zapachu koloru
żegnamy się z liściem z kwiatem z liściem
i wąską strugą deszczu upływamy w głąb
w przestrzeń w czas w niewymierność w
nieskończoność
poza nasz ostro obrysowany świat..."


Czy można się przyzwyczaić do myśli o śmierci, jeśli się w nią tak naprawdę uwierzy? Jeśli się uwierzy, że spotka nas rzeczywiście i natychmiast? I czy "oczekując na cios można tymczasem jeszcze jakoś żyć? W pośmiertnej spuściźnie poetyckiej Poświatowskiej zebranej w tomie "Jeszcze jedno wspomnienie" jest rozpaczliwe pytanie, protest: "Czy świat umrze trochę, kiedy ja umrę?" Na ile sposobów można wyrazić lęk przed nieuchronną przedwczesną śmiercią? I czy w takiej sytuacji ma rację bytu poezja?

"Halina Poświatowska teraz właśnie się trudzi
nad własnym umieraniem
ona jeszcze nie wierzy ale już podejrzewa"

Ten wiersz ukazał się dopiero w tomie pośmiertnym. Jego autorka żyła trzydzieści dwa lata (1935-1967). Zmarła po drugiej operacji serca. Za życia wydała trzy tomiki poetyckie ("Hymn bałwochwalczy", "Dzień dzisiejszy", "Oda do rąk") i jeden tom prozy - autobiograficzną "Opowieść dla przyjaciela", w której zawarła klucze do swej poezji.
32 lata, 3 tomy poezji, l prozy.

"w abstrakcji którą nazwano historią
wyznaczono mi wąski przedział
stąd - dotąd"

Chłodny, intelektualny dystans podmiotu lirycznego w tym wierszu do spraw własnego istnienia to oczywiście tylko maska, próba uogólnienia jednostkowego losu ludzkiego, propozycja przeżywania sprawy najtrudniejszej, nie do przeżycia, poprzez widzenie swojego "ja" w powszechnym, uniwersalnym procesie historycznym i biologicznym. Poezja, sztuka jest możliwa, jeśli w sytuacji kryje się cień nadziei.
W debiutanckim "Hymnie bałwochwalczym" na cześć życia i bardzo ziemskiej, zmysłowej miłości jest jeszcze nadzieja. "Halina Poświatowska [...] jeszcze nie wierzy". Trudno się zresztą z tą myślą zżyć, oswoić nie można nigdy. "Hymn bałwochwalczy" to pieśń na cześć młodości i radości istnienia mimo wszystko ("dziewanna nie zna wstydu", "całuję we wszystkich kolorach świata"). Śmierć jest równie jak miłość tylko jedną nieodgadnioną stroną... życia. Jej cień intensyfikuje wszystkie doznania.

"świat jest taki mały
świat ma tylko dwa piętra
na wyższym jesteś ty
oddychasz ciężko
obok stoi wieczność"

Sprawy odwieczne w poezji, tak zdawałoby się nadużywane motywy poetyckie, znajdują nowy wyraz w tomie "Jeszcze jedno wspomnienie"

"ile razy można umrzeć z miłości
pierwszy raz był to gorzki smak ziemi
gorzki smak
cierpki kwiat
goździk czerwony palący

drugi raz tylko smak przestrzeni
biały smak
chłodny wiatr
odzew kół głucho dudniący

trzeci raz czwarty raz piąty raz
umierałam z rutyną mniej wzniośle
cztery ściany pokoju na wznak
a nade mną twój profil tak ostry"

Oto szekspirowska Julia 1960. Poświatowska tworzy własne, nowe, jak najbardziej współczesne normy intymności. Odbiegają one od powszechnie akceptowanych, takich np. jak w najbardziej do jej modelu przeżywania zbliżonej kobiecej liryce Pawlikowskiej. Można się sprzeczać, czy inną współczesną lirykę erotyczną, np. Szymborskiej, cechuje większa dyskrecja i dystans do odtwarzanych doznań, czy poezję Poświatowskiej większa odwaga w łamaniu wszelkich konwencji i modelowaniu nowego lirycznego wzorca przeżywania. Jedno jest niewątpliwe - intymność tej liryki w wyznaniach o sprawach ostatecznych i wszelkich najbardziej utajonych przekracza konwenanse naszej poezji. W obliczu śmierci wszystko staje się nieważne i wszystko ... stokroć ważniejsze. Nieubłagany cień potęguje przywiązanie do ziemi, kult materii, ciała i jego zmysłowych doznań, które przybierają kształt różnorodny. Raz jest to bezsenna noc młodej, współczesnej dziewczyny ("po co umyłam piersi..."), innym razem wcielenia "ciemnej żądzy" w postaci biblijnych grzesznic - Tais, Judyty, Fryne. Niejednokrotnie przywoływana jest i przetwarzana mitologia i metaforyka Wschodu, jak w tym, opartym na wersyfikacyjnych motywach orientalnych, przypominającym ludowe lamenty Wschodu wierszu o Berenice

"kiedy bosą Berenikę
sprzedawali na rynku
aj aj aj"

Stałe tropy semantyczne tej poezji to mity "wielkich miłości", historyczne i literackie wcielenia kobiet. - Kleopatra, Nefretete, Ofelia, Saskia, Julia i najpiękniejszy mit Tristana i Isoldy. We wcześniejszym tomie "Oda do rąk" jest też najbardziej współczesne uosobienie kobiecości - Marilyn Monroe - w wierszu "Asocjacje z motywem śmierci". W tomie "Jeszcze jedno wspomnienie" jest obraz Julii 1960 zawarty w zaskakującej metaforyce zawieszonej na granicy groteski i ... makabry

"Marianne c'est la petite
tam, pod tą gołą ścianą
łokciem rozmazuje łzy
twarz ma bladą i małą

na tym wąskim wysokim
z wiejącymi wstążkami
w ciasne drzewo oprawny
odjechał jej ukochany"

W tych niespodziewanych kontrastach, w takim obrazowaniu poetyckim i metaforyce kryje się z trudem wypracowany dystans do śmierci. W wizji poetyckiej kształtowanej i przy pomocy groteski, jest mimo wszystko liryzm, nie okrucieństwo, twarda dyscyplina uczuć, czyjś dramat, skrywający w pozornie wulgaryzującym obrazie w stylizowanym trochę na współczesną uliczną piosenkę wierszu.
Miłość, sprawa równie zagadkowa, jak śmierć i jedyne uczucie, którego intensywność może przytłumić lęk przed nieskończonością. Wieloznaczność słowa "miłość" w różnorakich przekształceniach semantycznych dodaje tym wierszom filozoficznej głębi:

"zawsze kiedy chcę żyć krzyczę
gdy życie odchodzi ode mnie
przywieram do niego
mówię - życie
nie chodź jeszcze
......
wieszam mu się na szyi
krzyczę
umrę jeśli odejdziesz"

Symbolem miłości, śmierci i życia w tej poezji jest płomień, ogień. Antynomia: istnienie - nicość, ruch-bezruch, życie - śmierć - ujęta została w jeden symbol. Największa miłość - życie trzyma się kurczowo dziesięcioma palcami ziemi. Ręce i stopy to stałe motywy tej poezji ("sięgam nie dalej niż moje wyciągnięte ręce / i nie wyżej niż mogą mnie unieść wspięte palce u nóg"). Do innych słów-kluczy należy nóż, "scyzoryk nocy" - symbol śmierci, i futro, kot znamionujące atmosferę spokoju domowego ogniska, ciepło, przytulność i pewne intymne doznania. Uroda świata "takiego ładnego po drugiej stronie zamkniętych okien"; kobiece rekwizyty: szminka, lusterko, kot, dywan; magia przedmiotów, rzeczy, słów, uczuć - to tylko system ucieczek przed jedyną myślą o nieubłaganej konieczności

"czasem przychodzi ostra
świadomość konieczności
rozkruszonej ziemi"

Za sielskim obrazem codzienności kryje się otchłań

"W drążonej łupinie orzecha
można zmieścić dom
i powietrze potrzebne na ćwierć
oddechu
i można go wysłać jedwabiem
wymościć płatkami kwiatów
i szczelnie od góry zamknąć
drugą połową
i nazwać światem
a potem zapomnieć że rósł"

Spokój i przytulność świata rzeczy jest tylko złudzeniem, co wyraża zaskakująca w ironicznej celności metafora. Ten typ obrazowania, rodzaj lirycznej groteski o dramatycznych kontrastach, cechuje najbardziej udane realizacje poetyckie Poświatowskiej ("Manekiny", "Jaki to ładny szkielet"). Dramat skazanej na przedwczesną śmierć młodej dziewczyny przejawia się np. w wizji śmierci w obrazie wiosny

"moja znajoma Małgorzata
(nazwisko egzotyczne)
uśmiecha się
klaszcze w ręce
na myśl o nowej sukni
już wiosennej
na płycie sarkofagu biała"

Ożywienie płyty nagrobnej, zestawienie tradycyjnej białej sukienki i dziewczęcej radości z martwotą rozkładającego się ciała, zieleni wiosennej z pleśnią i szczurem - daje "mocne efekty". Stanowi o nowatorstwie uformowania tej wypowiedzi poetyckiej, stanowi kryterium "poetyckości" tych wierszy.
Próby dociekania sensu istnienia, istoty życia i śmierci przyjmują nieraz w tomie "Jeszcze jedno wspomnienie" wyraz rozpaczliwego krzyku, a czasem formy pełnej dystansu chłodnej refleksji filozoficznej czy intelektualnego uogólnienia. Do tego cyklu należy też niełatwa liryka religijna Poświatowskiej, w której osobne miejsce należy się jej niepodobnym do żadnych innych Madonnom. Twardy kamień w przeciwieństwie do kruchości ciała ludzkiego to teraz stały motyw tej poezji, obrazującej powolne zamieranie nadziei.

"Boże mój zmiłuj się nade mną
czemu stworzyłeś mnie na niepodobieństwo
twardych kamieni"

Udręczone pragnienie znalezienia sensu w bezsensie i odzyskania utraconej nadziei objawia się w krzyku

"tak wiele serc ku Tobie biegnie
że mógłbyś być"

"Gdy po kolei oglądam swoje palce, każdy osobno zginam. One są żywe, wiesz, i takie ciepłe. I pewnie umieją coś i myślą... Jak jest potem?" - to słowa z "Opowieści dla przyjaciela", wydanej w roku śmierci autorki, które mogłyby posłużyć za tytuł wielu wierszom z tego tomu

"jesienna gorycz zwiędłych liści
szeleszczą szeleszczą
jesteśmy ciałem - mówią
rękę - szepczą
umarła słodycz zmartwychwstałych
wynikających z bieli
jesteśmy ciałem - mówią
ręką - szepczą
kwitną

w dusznym południu rozbestwione
zapachem brzękiem
podłużne wąskie i zielone
jesteśmy ciałem - krzyczą
ręką"

"Czy słowami można jeszcze cokolwiek powiedzieć? A jeśli tak, to jakimi słowami?" - pyta Poświatowska w swej autobiografii. Liryka Poświatowskiej, tak bardzo osobista, intymna, namiętna w tonie, pełna pasji i buntu budzi sprzeciw wobec wszelkich prób jej interpretacji. Nie sposób nie patrzeć na nią poprzez pryzmat samej autorki. Jej niezawinionej tragedii, siły, odwagi, uczciwości moralnej i intelektualnej w "rozgryzaniu twardego miąższu argumentu". Ta twórczość - niesłychanie współczesna w sposobie konstruowania wizji poetyckiej, w sposobie widzenia i  p r z e ż y w a n i a  świata - w metaforyce i obrazowaniu osiąga nieraz wieloznaczność, która sugeruje rzeczy zaledwie przeczuwane, nie mieszczące się jeszcze w granicach współczesnej nauki, unaocznia i przybliża nie dostrzegane strony rzeczywistości poznawalnej, próbuje sięgnąć poza nią

"czasem
stęskniona okrutnie
pojawiam się ludziom
w mojej dawnej twarzy
idę na moich dawnych stopach
i dotykam ich uśmiechem
dawnymi rękoma

ale zdradza mnie
przejrzystość skóry
przypominającej strukturę papieru
i nieruchomość cienia
i po przejściu moim
brak najlżejszego śladu na śniegu

i nagle porażeni wiedzą
rozsuwają się wylęknieni
ofiarując mi wielką białą przestrzeń
bez horyzontu"

"Czy słowa potrafią mnie lepiej bronić niż cisza?" - pyta Poświatowska w zakończeniu swej biografii. Odpowiedź kryje się w jej w poezji. Poezja, sztuka czasem jest ucieczką, ale nieraz i największą szansą przetrwania.

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
© 2017 http://www.koniczynka.art.pl/
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.
 
Professionelle Joomla Templates - kostenlos