|
Biografia Nota biograficzna Kalendarium Biografia Należy do najchętniej czytanych polskich poetek, przez wielu uznawana jest za ideał kobiecej wrażliwości i literackiej subtelności - Halina Poświatowska. Niepospolita uroda, talent, przedwczesna śmierć spowodowana poważną chorobą serca sprawiły, że biografia poetki do dziś intryguje nie tylko wielbicieli jej twórczości, ale także badaczy literatury. Halina Poświatowska, z domu Myga, urodziła się 9 maja 1935 roku w domu przy ul. 7 Kamienic 17, w Częstochowie. Z tą datą związana jest pewna historia: w akcie urodzenia - na skutek pomyłki - widnieje data 9 lipca, która potem niejednokrotnie była uważana za prawdziwą. Tym bardziej, że w księgach parafii św. Barbary, gdzie była ochrzczona, data narodzin zapisana została według aktu urodzenia, czyli 9 lipca. Jako kolejną ciekawostkę można przytoczyć niejasności dotyczące imienia poetki: w akcie urodzenia napisano Halina. Ksiądz chrzczący dziecko zakwestionował jednak to imię, jako nie figurujące w rejestrze świętych i zaproponował rodzinie podobne: Helena. Jednak w domu wszyscy zwracali się do niej Halina. Poetka oficjalnie zmieniła imię dopiero po powrocie ze Stanów w 1961 roku. Mygowie byli rodziną kochającą się, oddaną sobie. Ojciec - Feliks (19.II.1909-30.IX.1977) - wysoki i przystojny, nieprzeciętnej urody matka, trzy śliczne dziewczynki i beniaminek - Zbyszek. Elżunia umarła mając zaledwie trzy lata (19.IV.1942-9.XII.1945). We wrześniu 1939 Feliks Myga został powołany do wojska. Halina z matką wyjechały na wieś do rodziny. Jednak walki zaczęły się toczyć coraz bliżej. Wyruszyły więc w kierunku wschodnim zwykłym wozem drabiniastym. Ucieczka przed niemieckim okupantem była ciężka i pełna śmierci. Matka jak mogła, chroniła Haśkę: "Kiedy samoloty ukazywały się nad lasem, kładła się obok mnie na trawie i przykrywała nas zielonym suknem. [...] Matka przyciskała mnie mocno do ziemi, owijała mi głowę wełniakiem. Pozwalała mi wstać dopiero wtedy, kiedy odgłos silników cichł zupełnie". Ponowne ciężkie chwile przeżyła poetka podczas wyzwolenia rodzinnego miasta. Zaczęło się ono 15 stycznia 1945 roku. Walki trwały trzy dni - pełne dudnienia dział, huku samolotów, strzałów karabinowych, chrzęstu gąsienic czołgowych, rannych wołających o pomoc... Rodzice odbyli krótką naradę i zdecydowali, że schronią się w piwnicy, do której trzeba było zejść po krętych schodach. Trzy dni Halinka spędziła w zimnej i wilgotnej piwnicy. Czwartego dnia przyszedł ojciec z wiadomością, że Częstochowa jest wolna (ostatni niemieccy żołnierze uciekli z miasta 18 stycznia). Następnego dnia Haśka dostała wysokiej gorączki, a sąsiad, który był lekarzem stwierdził, że to niebezpieczna angina i kazał chorej leżeć w łóżku. Kiedy miasto wiwatowało, choroba Haśki rozwijała się i miała pozostawić po sobie "ślad" na całe życie. Nikt wtedy nie mógł nawet przypuszczać, że zniszczenie organizmu przyniesie w przyszłości takie złe skutki. Bakterie paciorkowca atakując organizm, spowodowały zapalenie stawów i w konsekwencji powstanie wady serca. Dokładniej: zmiany we wsierdziu - wadę zastawki dwudzielnej. Przez pół roku Halinka leżała w łóżku. Miała wtedy dziewięć lat. W domu państwa Mygów, przy alei Najświętszej Marii Panny 4, stacjonowali wtedy żołnierze radzieccy, co pewnie pozwoliło lepiej znosić długotrwałą kurację ciekawej wszystkiego dziewczynce. W tym okresie matka całymi dniami siedziała przy Haśce, czytała jej książki, godzinami potrafiła opowiadać ciekawe, interesujące historie. Okazało się, że przyszła poetka bardzo szybko pochłania wszystkie nowe wiadomości i informacje. Tak bardzo emocjonalnie podchodziła do nowych książek, że matka musiała - w trosce o jej zdrowie - ograniczyć ich ilość. Wcale to w niczym nie pomogło! Czytała je ukradkiem, chowając je przed matką pod poduszkę, gdy tylko słyszała jej kroki. 19 kwietnia 1942 roku urodziła się Elżunia - siostra poetki. Niestety w wieku trzech lat niespodziewanie zachorowała. Lekarze nie potrafili rozpoznać choroby, a tymczasem stan Elżuni pogarszał się coraz bardziej. Zmarła po trzech dniach (9.XII.1945). W 1948 roku, na jesień, Halina po raz pierwszy poszła do szkoły, do IX klasy. Nie cieszyła się długo z koleżanek i kolegów. W październiku przeziębiła się i - mimo iż szybko wyzdrowiała - serce zaczęło pracować coraz gorzej. Trzynastoletnia dziewczyna nie mogła swobodnie oddychać, miała duszności i bóle w klatce piersiowej. W latach 1948-1950 tygodniami leżała w łóżku. Początkowo uczęszczała do gimnazjum "Nauka i praca", a po jego zlikwidowaniu, do żeńskiego Liceum im. Juliusza Słowackiego przy ul. Kościuszki. Stan zdrowia pogarszał się coraz bardziej. Ustalono, że Haśka będzie przerabiać program szkolny w domu. Jednak ze zdrowiem było już na tyle źle, że wiosną 1949r. musiała zostać przewieziona do krakowskiej III Kliniki Chorób Wewnętrznych. Osłabiona, nie miała sił na zwiedzanie Krakowa i na jej prośbę taksówka zwalniała m.in. przy Sukiennicach, pomniku Mickiewicza, kościele Mariackim. Krakowscy lekarze zadecydowali, że usuną jej migdały, które według nich powodowały ciągłe stany zapalne gardła. Około dwie godziny po zabiegu, Halina dostała bardzo silnego krwotoku - musieli interweniować lekarze. Po rekonwalescencji wróciła z matką do domu. Tutaj znalazła się pod opieką zaprzyjaźnionego z rodziną doktora Wiśniewskiego. Stan dziewczynki na tyle się poprawił, że zaczęto myśleć o powrocie do szkoły. Do zdanych egzaminów przygotowywała ją prywatna nauczycielka. Została uczennicą dziesiątej klasy Liceum im. Juliusza Słowackiego, które mieściło się na trzecim piętrze, co było dla niej bardzo dużym wyzwaniem i ograniczeniem. Stawała się coraz słabsza, często mdlała, była zmęczona i wyczerpana. Znowu trafiła do lóżka. Bardzo nieregularnie chodziła do klasy dziesiątej, do jedenastej tylko przez dwa miesiące. Pod koniec 1950r. została pacjentką szpitala w Warszawie. Przez kilka dni, z powodu braku wolnych miejsc, spała w łóżku, na korytarzu. Po sześciu tygodniach pobytu Haśkę wypisano ze szpitala z takimi zaleceniami: "musi pani uważać na swoje serce. Nie wolno się pani męczyć, nie wolno dopuścić do najmniejszej zadyszki. Nie wolno pani biegać, nie wolno chodzić po schodach...". W latach 1950-1952 poetka kilka razy wyjeżdżała do sanatoriów. Latem 1953r. prof. Aleksandrowicz wysłał swoją pacjentkę do Kudowy. To w czasie tego pobytu poznała przyszłego męża - Adolfa Poświatowskiego, chorego nieuleczalnie na serce. Kilka dni jakby nie z tego świata, spędzili beztrosko, szczęśliwie... Adaś (jak na niego mówiła Halina) wyjechał z sanatorium pierwszy. Tego samego dnia była zabawa, na którą poetka poszła sama. Bawiła się długo - efektem tego był bardzo poważny atak duszności i bólu w klatce piersiowej. Tylko dzięki przytomności kuracjuszy i szybkiej reakcji lekarza udało się ją uratować. Po tym wydarzeniu do Kudowy przyjechał ojciec Haśki i powiedział, że pojedzie z nią do krakowskiej kliniki. Jesienią 1953r. poetka trafiła znowu do prof. Aleksandrowicza - miała tam przeleżeć kilka następnych miesięcy. Na zimę tego samego roku wróciła do Częstochowy, a niedługo potem przyjechał Adolf. Matka Haliny przeprowadziła z nim bardzo poważną rozmowę. Choroba młodego studenta (angina pectoris) nie rokowała długiego życia. Z tego względu rodzice byli przeciwko temu związkowi i nie chcieli dopuścić do małżeństwa. Adolf uczył się w Wyższej Szkole Teatralnej i Filmowej w Łodzi, gdzie kończył Wydział Reżyserii. Pierwsze oświadczyny nie zostały przez Halinę przyjęte. Dziewczyna odesłała ukochanego do matki. Pani Mygowa dopuszczała nawet możliwość wolnego związku między młodymi. Byleby tylko nie było ślubu, emocji, wrażeń, które mogłyby obojgu chorym zaszkodzić. Poza tym któż miałby się opiekować Haśką? Ostatecznie ustalili, że jeśli poetka przyjmie oświadczyny, to matka nie będzie się dalej sprzeciwiać. Po dwóch dniach przyszli do pani Stanisławy z wiadomością, że Halina przyjęła oświadczyny. Pozostał jeszcze jeden problem - zgoda prof. Aleksandrowicza. W tym celu zwołał on specjalne konsylium. Wiadomo jednak było, że narzeczona i tak nie podporządkuje się ich ustaleniom, jeśli nie pozwolą jej na zamążpójście. Ostatecznie kardiolodzy i interniści wyrazili zgodę na ślub. Tą wiadomość zawiozła do Częstochowy pani Mygowa. Wymogła na obojgu młodych, że dopóki Haśka nie podda się operacji, pozostanie pod jej opieką. 30 kwietnia w częstochowskim Urzędzie Stanu Cywilnego Halina zawarła związek małżeński z Adolfem Ryszardem Poświatowskim. 26 czerwca wzięli ślub w kościele św. Jakuba w Częstochowie. Podczas jednego z pobytu w krakowskiej klinice, prof. Aleksandrowicz widząc zainteresowanie Haliny poezją, zaprosił do swojej ulubionej pacjentki Wisławę Szymborską. Częstymi gośćmi byli także m.in. Jan Kurczab i Jan Niwiński. W tym czasie profesor coraz bardziej był przekonany, że jedynym ratunkiem dla Haśki jest operacja. Klinika poznańska przeprowadziła badania, lekarze jednak nie zdecydowali się na zabieg. Oto fragment opisu choroby z tamtego czasu: "Uderzenie koniuszka serca widoczne, macalne i rozlane. Akcja serca niemiarowa typu niemiarowości zupełnej. Tony serca głuchawe pokryte głośnymi szmerami: skurczowym i rozkurczowym, przy czym ten drugi ton nad tętnicą płucną jest zaakcentowany. Tętno z deficytem około 15 uderzeń na minutę" (z listu Haliny do Anny Orłowskiej). 23 marca 1956 w Krakowie, w Hotelu Europejskim umarł nagle Adolf Poświatowski. Byli małżeństwem niecałe dwa lata. Tego samego roku poetka zadebiutowała w "Gazecie Częstochowskiej" wierszami "Szczęście" i "Człowiek z Annapurny". Ireneusza Morawskiego, studenta z Wrocławia i obiecującego prozaika, adresata "Opowieści..." Poświatowska poznała kilka miesięcy później, na wieczorze autorskim w redakcji "Gazety Częstochowskiej". Poetka wróciła do III Kliniki Chorób Wewnętrznych do Krakowa, gdzie profesor cały czas szukał odpowiednich specjalistów na całym świecie. Okazało się, że podobne zabiegi wykonuje się tylko w Filadelfii, w klinice dr Boltona. Akurat wtedy w Polce odbywał się kongres kardiochirurgów, dzięki któremu prof. Aleksandrowicz uzyskał potrzebne wiadomości i zdecydował, że wyśle Haśkę do Filadelfii. Do tego potrzebne jednak były pieniądze. Obok profesora bardzo pomagała pani Zofia Starowieyska-Morstinowa. Razem z Haliną i ludźmi dobrej woli wysłali mnóstwo listów, próśb, podań. Jednak zza oceanu przychodziły zniechęcające odpowiedzi. Zwołano konsylium lekarskie, którego ostateczny wniosek brzmiał: chore serce Haliny Poświatowskiej może bić jeszcze tylko kilka miesięcy. Kardiochirurdzy amerykańscy zapoznali się z kartą chorobową poetki i na przełomie listopada i grudnia 1957 prof. Bolton z Filadelfii napisał, w liście do prof. Aleksandrowicza, że podejmie się operowania Haśki. W Stanach Zjednoczonych największą aktywnością w sprowadzaniu poetki wykazali się Józef i Halina Wittlinowie oraz państwo Zachariasiewiczowie: szeroko o potrzebie operacji pisano w prasie i radiach polonijnych. Udało się w końcu zebrać pieniądze na bilet z Gdyni do Montrealu. Brakowało jednak cały czas kwoty na opłacenie samej operacji. Co prawda Fundacja Deborah Heart and Lung Center z New Jersey obiecała pomoc finansową, ale ostatecznie nie doszło do realizacji tych planów. Chodziło o 10.000 dolarów. Przełom lat 1957-1958 Poświatowska spędziła w Częstochowie w otoczeniu rodziny. Wreszcie zza oceanu nadeszły zebrane pieniądze. Okazało się jednak, że sprawa wyjazdu z kraju może nie być łatwa i szybka - zaczęły się problemy z pozwoleniem na wyjazd z Polski. Kilkanaście tygodni nerwowych korespondencji, telefonów, wizyt w urzędach, dziesiątki wysłanych pism i związane z tym stresy, przyczyniły się do osłabienia poetki. Profesor Aleksandrowicz widząc coraz słabszy stan zdrowia postanowił wysłać ją do sanatorium. Na przełomie stycznia i lutego 1958r. poetka kurowała się w Rabce, w pensjonacie "Storczyk". W maju odpoczywała w Żegiestowie. Tam poznała pewnego Niemca. W "Opowieści..." wspomina: "Nie umiem ci powiedzieć, skąd się wziął ani co uczynił. Moja pamięć nie zanotowała biograficznych szczegółów, prawdopodobnie nie miały wtedy znaczenia. A może nie było na nie miejsca w chwilach, których intensywność pamiętam i dzisiaj. Jeszcze i dzisiaj pamięć tamtego uczucia napełnia mnie zdumieniem i strachem. Jakże było przemożne, jak wszechogarniające." Dalej pisze: "... wypełnił wszystkie moje myśli. Z drżeniem słuchałam jego słów". On miał jednak rodzinę, dziecko... Oboje wiedzieli, że ten związek nie może przetrwać. Gdy się żegnali, nie wymienili adresów, nie pisali do siebie, ani też nigdy więcej się nie zobaczyli. Poetka po powrocie do Częstochowy czuła się coraz słabiej. Choroba postępowała. Tymczasem dokumentów wciąż nie udało się skompletować. Matka jeździła często tej sprawie do MSZ w Warszawie. W końcu udało się zdobyć potrzebne pozwolenia i pani Mygowa od razu udała się do Polskich Linii Oceanicznych. Niestety poinformowano ją, że bilety na najbliższy rejs "Batorym" już są wyprzedane. Pomogły dopiero nalegania matki i znane już nazwisko poetki. W taki oto sposób udało się załatwić od strony urzędowej wszystkie dokumenty i formalności. Statek odpływał w sobotę (09.VIII.1958). Ostatnie trzy tygodnie oczekiwania na wypłynięcie Haśka spędziła w Jastarni. W ostatniej chwili (dwie godziny przed odpłynięciem) przyjechał pociągiem Ireneusz Morawski - adresat "Opowieści dla przyjaciela". Towarzyszył mu kolega Krzysztof Coriolan. Spotkanie poetki z ukochanym było ostatnim wspomnieniem przed wyprawą do Stanów Zjednoczonych. Samemu wypłynięciu statku towarzyszyło dosyć dziwne zdarzenie: kolega Morawskiego - miał przekazać Halince jakieś ważne słowa od Ireneusza - wskoczył do wody tuż za odbijającym od nadbrzeża Dworca Morskiego "Batorym". Wyłowili go milicjanci i za głośne protestowanie, zamknięto obu kolegów na posterunku. Jednak podróż mogłaby nie dojść do skutku przez lekarza okrętowego, który po obejrzeniu dokumentacji choroby kazał opuścić chorej statek. Dopiero dokładne wytłumaczenie sytuacji przekonało lekarza i Halinka mogła popłynąć rejsem Gdynia-Montreal. W czasie postoju w Kopenhadze nie pozwolono jej opuścić statku ze względu na jej zdrowie. Leżała cały czas w sali szpitalnej. W trakcie tej podróży Haśka pisała list do Ireneusza, który w kręgach rodziny nazwany został "pamiętnikiem z podróży". Na jego podstawie m.in. powstał IV rozdział "Opowieści...". List dotarł do adresata dopiero rok później, we wrześniu 1959r. Dwudziestego sierpnia statek przybił do montrealskiego nadbrzeża. Przesiadła się na samolot i tym sposobem znalazła się w Nowym Jorku. Z lotniska odebrała ją ciotka, Hanka Fiedorowicz, odnaleziona dzięki artykułom w prasie polonijnej. Przez dwa tygodnie poetka gościła u rodziny. W tym czasie lekarze prowadzili niezbędne badania przedoperacyjne. Dzięki znajomości w doktorem polskiego pochodzenia, Leszkiem Dereniem, 19 września Halinka udała się do sanatorium w Deborah. Przez trzy tygodnie oczekiwała tam na zabieg, mając zapewnioną odpowiednią dietę, dużo odpoczynku i spokoju. 14 października przyjęto ją do filadelfijskiej kliniki. Dzieliła salę na ósmym piętrze Hahnemann Hospital z Murzynką o imieniu Bernice. Lekarze przeprowadzili badania i zdecydowali, że przesuną termin operacji do połowy listopada a Poświatowską odesłali z powrotem do Deborah. W pierwszym tygodniu listopada ponownie przewieziono ją do szpitala. Znowu cała seria badań. 12 listopada w środę przeprowadzono operację. Trwała 1,5 godziny i była transmitowana przez nowojorską telewizję, która zapłaciła za zabieg. Operacja tego typu (rozszerzenie zastawki czwartego stopnia przy zniesionej całkowicie zastawce) była pierwszą na świecie, stąd towarzyszyło jej takie zainteresowanie. Głównym lekarzem prowadzącym był Henry T. Nichols. Po otwarciu klatki piersiowej okazało się, że serce pacjentki jest w znacznie gorszym stanie niż wykazały badania. Dopiero dr Dereń zadecydował, że zabieg zostanie przeprowadzony. Rozmawiał on wcześniej z Haśką i wiedział, że taka właśnie jest jej wola. Jeśli będzie najmniejsza szansa, żeby ją zoperować i żeby powróciła do zdrowia, to trzeba ją wykorzystać: "...powiedz temu lekarzowi, gdyby się wahał, że ja naprawdę nie boję się, że wolę umrzeć na stole operacyjnym, niż żyć, dusząc się powoli." Operacja się udała. Halinę obłożono następnie workami z lodem. Siedem dni po operacji pacjentka wstała z łóżka. 22 listopada zdjęto jej szwy. Dwa tygodnie po operacji wypisano poetkę ze szpitala. Musiała jeszcze wrócić do sanatorium w Deborah. W tym momencie zaszokowała wszystkich znajomych, rodzinę, lekarzy pragnieniem podjęcia nauki w którymś z college'ów amerykańskich! Po swojej stronie miała tylko kuzyna - Jerzego Bigosińskiego. Z jego pomocą wysyłała podania do uczelni amerykańskich. Kilka dni po opuszczeniu szpitala, Halinka była jednak zmuszona do niego wrócić. Przywiozło ją pogotowie. Lekarze podejrzewali wrzód żołądka lub kłopoty z wyrostkiem. Po przebadaniu krwi okazało się, że poetka ma silną anemię i po przeprowadzonej transfuzji bóle ustąpiły. Poświatowska postarała się poprzez Polski Instytut Naukowy o jednorazową pomoc wynoszącą 500 dolarów. Na jej podania o stypendium odpowiedziały trzy uczelnie, z których wybrała ekskluzywny żeński Smith College w Northampton, w stanie Massachusetts. Dwie pozostałe uczelnie to Bryn Mawr i Wellsley College. W Smith była jeszcze na rozmowie kwalifikacyjnej, a kilka tygodni potem otrzymała zawiadomienie o przyjęciu na studia i o przyznaniu jej stypendium wynoszącego 2200 dolarów rocznie. Dodatkowe 500 dolarów otrzymała od Fundacji Kościuszkowskiej, która zajmuje się do tej pory m.in. propagowaniem kultury polskiej. Na przełomie lat 1958-59 poetka dostała w paczce z Polski egzemplarz "Hymnu bałwochwalczego", jej debiutu wydawniczego. Miała wtedy 23 lata. Pierwsze dwa tygodnie po rekonwalescencji w Deborah spędziła u nauczycielki polskiego pochodzenia, która mieszkała w małym domku na peryferiach Filadelfii. Pomagała jej w zajmowaniu się domem, sprzątała, gotowała. Halinka miała pięć miesięcy wolnego, do czasu rozpoczęcia studiów. Polski Instytut Naukowy zapłacił poetce za trzymiesięczny kurs na Columbia Uniwersity i wypłacał pieniądze "kieszonkowe", na życie. W dniach 7-13 maja 1959 roku odbyła długą podróż po Ameryce. Poprzez Pensylwanię, Ohio pojechała do Cleveland, gdzie była trzy dni. 12 maja pojechała nad wodospad Niagara i następnego dnia wróciła do stanu Nowy Jork. Mieszkała u swojej rodziny w Yonkers (46 Boone Street, Yonkers, New York, USA). 10 czerwca zmieniła miejsce zamieszkania (27 Amackassin Terrace, Yonkers, New York). Przebywała wtedy do lipca u amerykańskiej dziennikarki, Barbary. Pod koniec lipca 1959r. wyjechała do Nowego Jorku na kurs Uniwersytetu Columbia, przygotowujący przyszłych studentów do nauki na amerykańskich uczelniach. W wolnych chwilach spacerowała przede wszystkim po Harlemie - biednej dzielnicy, zamieszkałej głównie przez czarnoskórych. Towarzyszył jej często portorykański przyjaciel z uczelni - Jose Enrique. Halina potrzebowała zaświadczenia zdrowotnego do kompletu dokumentów do Smith College. Latem 1959r. spotkała się z dr Dereniem i dr Nicholsem, była również w sanatorium Deborah, gdzie doktor Aldo Calo bez żadnych problemów wystawił potrzebny dokument. Pod koniec sierpnia poetka znowu zmieniła adres. Zamieszkała najprawdopodobniej w hotelu, w Nowym Jorku na 114 Zachodniej Ulicy, aż do wyjazdu do Northampton. We wrześniu była już na uczelni. Mieszkała w pięknie położonym akademiku, w dużym, jasnym pokoju. Podczas pierwszego roku nauki w Smith Halinka studiowała "Ustrój amerykański", "Wstęp do historii sztuki", "Historię filozofii od Talesa do Kanta", "Logikę" i język francuski. 9 czerwca 1960r. na drugim roku, dzięki postępom w nauce, została uznana za studentkę III roku. W czasie letnich miesięcy kontynuowała naukę na Columbia University; m.in. filozofię, język niemiecki, wyższy kurs logiki, mistycyzm, Szekspira. Uczyła się również pisania esejów. W roku 1959-1960 została umieszczona na honorowej liście dziekańskiej. W Smith zaprzyjaźniła się szczególnie ze studentkami pochodzącymi spoza Ameryki: Japonką - Yasuko i Hinduską - Ranuką. W tym samym czasie urwała się jej korespondencja z Ireneuszem, dla którego kilka lat później miała napisać "Opowieść dla przyjaciela". W niej właśnie napisze: "Przekonałam się, że wymarzone Smith nie jest miejscem, w którym mogłabym spędzić kilka lat - postanowiłam więc pospieszyć się. Pod wpływem moich wytrwałych próśb profesorowie zgodzili się, abym studiowała także w ciągu wakacji, przyspieszając w ten sposób o rok ukończenie studiów. Pomogli mi także uzyskać na ten cel niewielkie stypendium od tych samych polskich instytucji naukowych, które zaopiekowały się mną ubiegłego lata, i na początku czerwca, natychmiast po ukończeniu ostatnich egzaminów, wyjechałam z Northampton do New Yorku". W czerwcu 1960 roku miało miejsce spotkanie poetki z prof. Julianem Aleksandrowiczem. Spotkali się po prawie dwóch latach rozłąki. Pobyt profesora w Stanach trwał około dwóch tygodni. W tym czasie poznał znajomych Halinki, miejsca, które lubiła. Oczywiście przebadał swoją dawną pacjentkę i konsultował się z lekarzami, którzy opiekowali się poetką. Profesor poleciał potem do Brazylii. Poświatowska mieszkała wówczas w International House przy Riverside Driver 500 w Nowym Jorku, pokój nr 742. Uczestniczyła w przyśpieszonym kursie na Uniwersytecie Columbia. Tamtego lata jej towarzyszem był poeta, profesor etyki, wykładowca na letnich kursach. Nazywał się Joseph Margolis. Jeden z jego wierszy Halinka przetłumaczyła i umieściła w tomiku "Dzień dzisiejszy". Joseph miał jednak rodzinę, trójkę dzieci i po zakończeniu wykładów wyjechał do Cincinnati. Ta znajomość trwała 3 miesiące. Potem wielokrotnie pisał listy, które poetka wszystkie wyrzuciła. W Nowym Jorku Halinka miała serdeczną przyjaciółkę - Caroline Karpiński, która pracowała w Metropolitan Museum. Spędziły obie z muzeum niezliczoną ilość czasu. Pomiędzy ukończeniem kursy na Columbia University a rozpoczęciem trzeciego roku studiów Poświatowska skorzystała z zaproszenia Smith College i pojechała w góry New Hampshire nad jeziorko Silver Lake. Z zaproszenia skorzystały również dwie studentki z Chin i Ranuka. W trzecim najtrudniejszym roku studiów Halinka skoncentrowała się na kursach etyki i metodologii. Uczęszczała również na wykłady dramatów Szekspira. W tamtym czasie próbowała zorganizować pomoc dla swojej przyjaciółki, którą poznała w 1956r. w krakowskiej klinice - Anny Orłowskiej, z jeszcze bardziej chorym sercem niż jej własne. Niestety mimo wielu listów i próśb nigdy nie doszło do sprowadzenia Anny do Ameryki. Stan jej serca nie pozwalał już na przeprowadzenie żadnej operacji. W kwietniu 1961r. Poświatowska podjęła niespodziewaną decyzję o powrocie do Polski. Planowała, że któryś z uniwersytetów w Warszawie albo Krakowie zaliczy zagraniczne studia. Mimo, że wcześniej wysyłała podania do wielu szkół wyższych, teraz je dobrowolnie odrzucała. Propozycję przysłało kilka uczelni, m.in. Stanford University w Kaliforni (ze stypendium 2500 dolarów), University of Illinois i University of Chicago. Ostatnie tygodnie w Stanach poetka spędziła pracowicie. Ostatnie egzaminy zdała w drugiej połowie maja, uzyskała tytuł "Bachelor of Arts" i już trzeciego czerwca wyjechała ze Smith College. Sześć ostatnich tygodni w Ameryce poetka spędziła na pożegnaniach z przyjaciółmi i lekarzami. 11 lipca odpłynęła "Batorym" do kraju. 9 dni później była w Polsce. W gdańskim porcie czekali na nią najbliżsi. Do 16 sierpnia pani Mygowa, Zbyszek, Margosia i Halina przebywali w Jastarni u państwa Kolerskich przy ul. Portowej 1. Pierwszy telegram, który nadała poetka po powrocie był do Ireneusza: "Przywiało mnie szczęśliwie. Do zobaczenia. Halina". Wymienili między sobą kilka listów i ustalili datę spotkania. Jednak życie tak pokierowało, że spotkali się dopiero kilka tygodni po wyznaczonym terminie. Z Jastarni poetka prawdopodobnie pojechała do Warszawy, a potem na kilka dni do rodzinnego domu w Częstochowie. Odpoczęła po podróży i natychmiast wyjechała do Krakowa i zaczęła starania o przyjęcia na studia na Uniwersytet Jagielloński. W tym czasie profesor Aleksandrowicz zadecydował, że poetka musi odpocząć jeszcze przed studiami i 28 sierpnia Halinka zawitała w sanatorium "Opolanka" w Muszynie, przy ulicy Ogrodowej 269. Trzy dni wcześniej bawiła się nad Jeziorem Rożnowskim, w domku państwa Aleksandrowiczów, z samym profesorem i jego przyjacielem J. Sz. Około 10 września Haśka wróciła do Krakowa, gdzie zamieszkała u państwa Horbackich, korzystając z ich gościnności. Zdała egzaminy i po wielu staraniach otrzymała pokój w Domu Literatów przy ulicy Krupniczej 22/3. Było to dokładnie 5 stycznia 1962r. Mieszkanie miało cztery pokoje i wspólną łazienkę. W sąsiednich pokojach mieszkali: Hanna Mortkowicz-Olczakowa, Anna Brzozowska i Jerzy Hordyński. Na uniwersytecie wybrała Wydział Filozoficzno-Historyczny, a jej ulubionym wykładowcą był prof. Roman Ingarden. Pod koniec stycznia poetka zachorowała na grypę i choroba spowodowała konieczność wyjazdu 12 lutego do sanatorium w Muszynie, do "Opolanki". Około 10 lutego otrzymała zaproszenie z Poznania, od Józefa Ratajczaka, na spotkanie poetyckie, ale ze względu na grypę nie mogła go przyjąć. Wyjechała z sanatorium w sobotę, 3 marca. W połowie kwietnia wyjechała na święta do rodzinnej Częstochowy. W połowie czerwca Poświatowska otrzymała pismo z Zarządu Głównego Związku Literatów Polskich o przyjęciu jej do ZLP. Legitymacja została wystawiona 25 czerwca 1962r. W ostatnim tygodniu lipca wyjechała w okolice Ustrzyk Dolnych, a 27 sierpnia dojechała do niej Caroline Karpinski, która przyleciała z Ameryki na urlop. Spędziły tam razem przeszło miesiąc czasu. Po powrocie z wakacji poetka musiała napisać pracę magisterską i przygotować się do jej obrony. Praca miała tytuł: "Przyczynowość w systemie logiki J. St. Milla". Jej promotorem został prof. Ingarden. Jej serce było w coraz gorszym stanie, bóle klatki piersiowej, duszności, obrzęki nóg stawały się nie do zniesienia. Brała dużo lekarstw. W ostatnich dniach października na dwa tygodnie musiała znowu zawitać w klinice prof. Aleksandrowicza. Po badaniach okazało się, że serce jest znowu powiększone. 11 listopada, w niedzielę była u rodziny w Częstochowie. Znalazła się pod opieką matki. Na święta Bożego Narodzenia mogła wstać z łóżka - obrzęki z nóg zniknęły całkowicie. W początkach stycznia 1963r. Halinka wróciła do Krakowa. Uczęszczała tylko na najważniejsze wykłady. Pod koniec miesiąca prof. Aleksandrowicz zalecił jej spędzenie w łóżku sześciu najbliższych miesięcy. 24 stycznia poetka wyjechała więc do matki. Jednak, gdy tylko się ociepliło wróciła do Krakowa i na uczelnię. W tym okresie urwała się ponownie korespondencja między Haliną a Ireneuszem. W czerwcu 1963r. ukończyła studia na UJ i obroniła pracę magisterską z wynikiem bardzo dobrym. Został wydany jej tomik poezji "Dzień dzisiejszy", który zadedykowała prof. Aleksandrowiczowi. Latem zaczęła pracę nad "Opowieścią dla przyjaciela". W lipcu przyjechała do niej przyjaciółka z Ameryki - Margy. Halina z matką i siostrą wyjechała na wakacje najpierw do Oliwy a potem do Jastarni, kolejny raz do państwa Kolerskich. Pisała tam w specjalnym, osobnym pokoiku "Opowieść...". W sierpniu została nad morzem sama - matka i siostra wróciły do Częstochowy. Na początku października Haśka wróciła do Krakowa. Stan zdrowia znowu się pogorszył i zgodnie z zaleceniem prof. Aleksandrowicza w grudniu wyjechała do sanatorium w Nałęczowie. Mieszkała tam na pierwszym piętrze i dzieliła pokój ze starszą panią "chudą, ale narzekającą, że niech ręka boska broni" (z listu do Anny Orłowskiej). Znalazła się tam pod opieką prof. Tuszkiewicza, którego zaleceniem było, aby chora jak najwięcej leżała, bardzo mało chodziła, nie przemęczała się pod żadnym pozorem. Wydawnictwo "Nasza Księgarnia" nie chciało wydać "Opowieści..." i obiecywało, że pertraktować z innym wydawnictwem. Na święta Bożego Narodzenia wróciła do Częstochowy, gdzie spotkała się z przyjaciółką Anną. Poświatowskiej zaproponowano pracę na etacie asystentki w Katedrze Filozofii Przyrody. W maju 1964 roku przygotowywała się do egzaminu, uprawniającego do prowadzenia ćwiczeń na UJ. Egzamin zdała i na początku sierpnia odpoczywała z siostrą na wsi, w Spychowie. Około 20 sierpnia wyjechały do Cetniewa, gdzie spotkały się z Anną, a potem pojechały do Jastarni. Pracę na uczelni rozpoczęła 1 października. Legitymację służbową wystawiono jej 7 grudnia 1964r. Do jej pokoju na Krupniczej wprowadziła się siostra - Małgosia, która właśnie rozpoczęła w Krakowie studia. Jesienią i zimą 1964r. Halinka czuła się bardzo źle, zarówno fizycznie jak i psychicznie. Mimo to starała się o paszport do Francji. Marzyła bowiem o zwiedzeniu Paryża. Pod koniec listopada od znajomych, państwa Stopków, otrzymała psa. Był to brązowy cocker-spaniel o brązowych oczach. Nazwany został Tim, który został w Częstochowie. Święta Bożego Narodzenia 1964r. spędziła z rodziną w Częstochowie. Dzień przed Sylwestrem poczuła się źle i musiała położyć się do łóżka. Serce bolało coraz bardziej. Od stycznia 1965r. Halinka została w pokoju na Krupniczej sama - siostra przeprowadziła się do państwa Horbackich. Poetka prowadziła już zajęcia ze studentami. W międzyczasie wezwano ją na milicję, na przesłuchanie. Wypytywano ją o Stany Zjednoczone! Na przełomie stycznia i lutego wyjechała na dwa tygodnie do Muszyny, do Domu Wczasowego "Mimoza" przy ulicy Nowej 4. Przeszła tam kurację odwadniającą. 13 lutego pojechała do matki, a do Krakowa wróciła 10 marca. Do czerwca mieszkała jeszcze na Krupniczej, prowadziła ćwiczenia ze studentami, a w połowie miesiąca znowu wróciła do Częstochowy. Około 20 czerwca była w Roztoce, gdzie odwiedziła ojca swojego nieżyjącego męża. 25 czerwca pojechała do Anny, do Warszawy. Halina zaczęła się ubiegać o stypendium doktoranckie. Niestety te pierwsze próby skończyły się niepowodzeniem. Przed otrzymaniem odpowiedzi poetka spędziła część wakacji 1965r w Krakowie. W połowie lipca pojechała do Spychowa, gdzie przebywała już matka. Po trzech tygodniach - 8 sierpnia - pojechała z siostrą do Warszawy, gdzie odebrały Caroline Karpinski. Poetka korzystając z większej ilości wolnego czasu postanowiła pokazać przyjaciółce z USA Polskę. Pojechały na Mazury, potem do Malborka, Gdańska, Sopotu, Torunia, Bydgoszczy i na końcu wróciły do Warszawy. 26 sierpnia Halinka z siostrą były w Jastarni. Potem wróciły do Częstochowy, a około 10 września Haśka była już w Krakowie. Do rozpoczęcia zajęć miała około trzy tygodnie i poświęciła ten czas na poprawianie "Opowieści...". Na uczelni tymczasem czekały ją trudne rozmowy na temat doktoratu. Sama zaproponowała temat "Etyczne zasady Martina Luthera Kinga w jego pismach i działalności antyrasistowskiej". Zdobycie materiałów na ten temat w Polsce było prawie niemożliwe, dlatego Poświatowska zwróciła się z prośbą do Caroline o przysłanie materiałów. Promotorem pracy została prof. Maria Ossowska z Uniwersytetu Warszawskiego. W związku z tym na przełomie lat 1965-1966 poetka wielokrotnie odbyła podróż do Warszawy. Pierwsze spotkanie z promotorką miało miejsce 28 listopada 1965r. Korzystając z pobytu w stolicy Halina odwiedziła Wydawnictwo "Czytelnik", gdzie dowiedziała się, że jej tomik wierszy "Oda do rąk" jest właśnie drukowany, a "Opowieść..." dopiero czytana przez recenzenta. W listopadzie odwiedził ją w Krakowie Stanisław Grochowiak. Wszystkie te wyjazdy, wizyty gości, emocje, dużo nerwów i stresów znowu spowodowały pogorszenie zdrowia, do tego stopnia, że bez najmniejszych protestów zgodziła się z prof. Aleksandrowiczem i od 15 listopada wzięła urlop na uczelni. Wyjechała na dwa tygodnie do Częstochowy, a potem na miesiąc do sanatorium w Krynicy. W grudniu na święta wróciła do Częstochowy, gdzie przyjechała również Anna. Poetka czuła się już zdecydowanie lepiej i na początku stycznia 1966r. wróciła do Krakowa, prowadziła zajęcia na uczelni. W tym czasie zaprzyjaźniła się wyjątkowo z Janem Adamskim. Po dwudziestym stycznia wyjechała do Częstochowy. Chciała pojechać na wakacje do Jugosławii. Od wczesnej wiosny zbierała już pieniądze i uczyła się gramatyki i języka serbsko-chorwackiego. W marcu 1966r. kłopoty ze zdrowiem zaczęła mieć matka poetki, pani Mygowa. Halinka wraz siostrą, przyjeżdżały do Częstochowy kiedy tylko mogły. Równocześnie autorka "Opowieści..." starała się poprzez ZLP o przyznanie jej stypendium rządu francuskiego. Żeby otrzymać zaproszenie należało zdać egzamin w języku francuskim. Dlatego poetka pobierała prywatne lekcje. W międzyczasie dostała informację, że "Opowieść..." będzie wydana drukiem jesienią 1966r. Poświatowska zaczęła pracę nad kolejną książką, w której chciała zawrzeć korespondencję Ireneusza do niej. Na przełomie lutego i marca pisała wielokrotnie do Ireneusza o tych planach. Informowała o tym w jednym z listów do niego: "... ty nawet nie wiesz, ile Ty listów napisałeś do mnie i do matki. [...] czytałam je dosyć często w ciągu ostatnich trzech lat. Teraz są już ładnie posegregowane według dat i uczuć; tworzą tom objętości około 200-250 stron. Matka na moją prośbę przepisze je w kilku kopiach w ciągu najbliższych tygodni. Chcę ci posłać kopię, ale w tym celu muszę mieć twój dokładny adres. Oczywiście, nie zrobię z nimi nic więcej bez Twojej zgody; dlatego proszę - zgódź się. Zgódź się, żebym je pokazała ludziom, żebym je pokazała wydawcom. Mnie nawet nie zależy tak bardzo, żeby były drukowane natychmiast, możesz czekać - możesz czekać i wydrukować je wtedy, kiedy mnie już nie będzie, ale chcę, koniecznie chcę wiedzieć, że one będą wydrukowane. Ona są piękne, lepsze, mój drogi, od mojej książki i, daruj, ale lepsze od Twoich opowiadań: im nie wolno umrzeć. Zgódź się, proszę, ta drobna satysfakcja, która przecież będzie Twoją - należy mi się od Ciebie, od losu, od mojego życia. Co pomogą decyzje lub milczenia; ja i tak do końca będę z Tobą." W innym liście napisała, że listy od ukochanego zbierała celowo już od dawna, żeby je wydać drukiem w przyszłości. Do tej publikacji jednak nigdy nie doszło - Ireneusz nie wyraził zgody. Małgosia Szułczyńska, autorka biografii Halinki, miała możliwość przejrzenia tego maszynopisu właśnie u adresata "Opowieści...". Na 20 maja Haśka miała wyznaczony termin egzaminu z francuskiego. Niestety kolejne przeziębienie pokrzyżowało te plany i chora trafiła do kliniki prof. Aleksandrowicza. Intensywna kuracja pomogła i pod koniec czerwca wróciła do normalnych zajęć. W tym czasie konkretnych kształtów nabrała podróż do Jugosławii, którą planowała na 5-6 tygodni. 20 lipca wyleciała z Warszawy do Belgradu, gdzie na lotnisku spotkała się z serdeczną przyjaciółką Caroline Karpinski, tym razem spędzającą urlop w Jugosławii. Następnego dnia pojechały autobusem do Opatii. Zamieszkały w najdroższym miejscowym hotelu "Kvarner". Pokoje opłaciła Caroline. 27 lipca popłynęły do Malij Losnj, potem do Rijeki, a wieczorem wróciły do Korculi. Po kilku dniach pojechały zwiedzić wyspę Mljet, potem pojechały do Dubrownika (8 sierpnia), skąd pięć dni później planowały wypad na Wyspę Św. Stefana i na Lopud. 17 sierpnia zwiedziły Budvę i wróciły wieczorem do Dubrownika. Dwa dni później Caroline wyjechała do Belgradu, skąd miała wrócić do Stanów Zjednoczonych. Do Haliny, która została sama, dojechał Jan Adamski. Efektem tych wspólnych chwil było opowiadanie napisane przez poetkę, a wydane dopiero po jej śmierci pt. "Znajomy z Kotoru". Po powrocie do kraju Poświatowska znowu rzuciła się w wir przygotowań. Tym razem w związku z wyjazdem do Francji. Otrzymała upragnione zaproszenie francuskiego rządu i stypendium. Z Warszawy wyleciała w sobotę, 8 października o godzinie 9.00. Od razu po przylocie zwiedziła muzea: Cluny, Louvre, Modern Art. W samolocie poznała Magdalenę, malarkę i to z nią udała się na ulicę Lamand, gdzie był polski hotel. Niestety był tylko jeden wolny pokój, który zajęła nowo poznana znajoma. Halinka musiała przenieść się do droższego hotelu. 10 października odebrała stypendium, przyznano jej także mieszkanie - pokój w środku Quartier Latin, w pobliżu Sorbony. Któregoś dnia tak bardzo intensywnie i męcząco spędziła dzień, zwiedzając kolejne muzea i wystawy, że na trzy dni musiała położyć się do łóżka i zażywać lekarstwa zabrane z Polski. W Paryżu spotkała prof. Romana Ingardena, którego pomoc była bardzo przydatna. W czasie, kiedy poetka leżała chora w łóżku, jego studenci robili dla niej niezbędne zakupy. 30 listopada wyleciała z Paryża i na początku grudnia była już w Częstochowie. Jednak przemęczenie spowodowane wyjazdem znowu nie pozwoliło Halince normalnie funkcjonować. Przez ponad dwa tygodnie miała zastój w płucach i kurowała się w rodzinnym domu. Serce coraz bardziej bolało, duszności stawały się coraz bardziej męczące i - niestety - częstsze. Kolejne święta Bożego Narodzenia spędziła w gronie rodziny. Po powrocie do Krakowa, została przebadana przez prof. Aleksandrowicza - zastawki serca były bardzo zniszczone i nadawały się tylko i wyłącznie do kolejnej operacji. Pod koniec stycznia Wydawnictwo Literackie przesłało poetce dwa sygnalne egzemplarze "Opowieści dla przyjaciela". Na początku 1967r. stan zdrowia Haśki bardzo się pogorszył. Coraz trudniej było jej prowadzić ćwiczenia ze studentami. W przerwie semestralnej na trzy tygodnie pojechała do Częstochowy, gdzie cały czas pod opieką matki leżała w łóżku. 15 lutego wróciła do Krakowa. W listach do Anny dopytywała o Bułgarię, gdzie planowała z Janem Adamskim spędzić letnie miesiące. Tymczasem każda zmiana pogody, wahania ciśnienia, halny powodowały olbrzymie duszności i bóle. Coraz częściej przerywała ćwiczenia, skracała wykłady. Z drugiej strony chodziła na wystawy m.in. Hasiora, czytała Plotyna, Gilsona. Do Częstochowy na ostatnie w swoim życiu święta wyjechała po piętnastym marca. Obok całej rodziny byli tam także Anna Orłowska i Jan Adamski. Po kilku dniach wróciła do Krakowa, już w nieco lepszym nastroju psychicznym. 23-25 kwietnia 1967r. poetka była w Rzeszowie u Jana Adamskiego. Jednak wiatr i zimne powietrze znowu spowodowały duszności i musiała przeleżeć w łóżku u swego przyjaciela dwa dni. Na początku maja była na badaniach u prof. Aleksandrowicza. Ustalili, że przez tydzień czasu Haśka ma leżeć u mamy w domu, a pod koniec maja ma się zgłosić do kliniki. Poetka pamiętała, że rok wcześniej zaraz po wyjściu ze szpitala wyjechała do Jugosławii. Postanowiła przed kolejną wizytą u profesora załatwić wszystkie formalności związane z wyjazdem do Bułgarii. Prosto z kliniki poszła na komendę milicji odebrać wkładkę do paszportu! Dziewiątego maja kończyła 32 lata. Urodziny spędziła w gronie rodziny. Od matki w prezencie dostała bukiet ulubionych kwiatów, konwalii i 540zł na szlafrok z koronkami, który od razu kupiła. 15 maja poetka wróciła do Krakowa, dzień później prowadziła zajęcia ze studentami. Przełożeni na uczelni widząc coraz gorszy stan zdrowia, zaproponowali Halince urlop naukowy, z której to propozycji bardzo się ucieszyła. 31 maja 1967r. przyjechała do III Kliniki Chorób Wewnętrznych. Leżała w sali 4 (nr 39) pod umywalnią, z dala od okna. Pierwszego czerwca, w czwartek, poddano Halinkę pierwszym badaniom, pobrano krew z palca, zrobiono elektrokardiogram. Dostała zastrzyk myotrifosu i zapowiedziano, że chora będzie leżała pod namiotem tlenowym, podobnie zresztą jak rok wcześniej. W sobotę 17 czerwca prof. Aleksandrowicz podjął decyzję: niezbędna jest operacja, którą zaplanowano na początkach sierpnia w Warszawie. Cały lipiec leżała w klinice. Pisała wiersze, listy, czytała m.in. "Przeminęło z wiatrem", przyjmowała odwiedziny przyjaciół i rodziny. Operację kilkakrotnie przekładano. Haśka, jakby w przeczuciu najgorszego, pozbyła się dewiz bułgarskich i zakupionych już na ten wyjazd biletów. Pacjentka była coraz bardziej nerwowa, prawie że na skraju załamania nerwowego. Profesor Aleksandrowicz konsultował się telefonicznie w sprawie terminu zabiegu z doc. Sitkowskim z Warszawy. Ustalono termin pod koniec września. 20 września Halina, z matką i Anną pojechały pociągiem do Warszawy, do Instytutu Gruźlicy (dokładnie odział IV, sala 16). Zrobiono chorej kilka badań, a siostra oddziałowa zapisała w kalendarzu "serce z Krakowa". Matka Poświatowskiej mieszkała w wynajętym pokoju u pani Holy, znajomej Anny. Termin operacji wyznaczono na 3 październik. Dzień wcześniej, w poniedziałek, Halinkę odwiedziła Anna. Chora miała wtedy powiedzieć "Boję się. Nie chcę iść na tę operację. [...] Może jednak należałoby okpić los i uciec od przeznaczenia...". Prowadzącym operację był doc. Sitkowski. Pierwsze dwa dni po operacji lekarze określali stan pacjentki jako beznadziejny. Trzeciego przyszła poprawa, chociaż cały czas stan był bardzo poważny i rokowania były najgorsze. Odzyskała jednak przytomność i odłączono jej sztuczne serce. 8 października siostrze i matce pozwolono odwiedzić Halinę. Chora nie mogła mówić, bo do tchawicy miała wmontowany aparat do sztucznego oddychania. Obecny podczas odwiedzin lekarz podał Haśce kartkę i ołówek. Jednak chora nie miała sił, żeby coś napisać i narysowała tylko rysunek, przedstawiający kota. Halina Poświatowska zmarła 11 października 1967r. Ciało poetki przewieziono do kaplicy na ulicy Działdowskiej, stamtąd do Częstochowy. Pochowano ją na cmentarzu św. Rocha, blisko Jasnej Góry. Spoczęła obok męża, Adolfa Poświatowskiego i młodszej siostry Elżuni. W pogrzebie uczestniczyło wiele osób: rodzina, znajomi, przyjaciele, studenci jak i wielu poetów, pisarzy i miłośników jej twórczości. Przygodę mieli bliscy znajomi Halinki. Jechali na pogrzeb z Krakowa i już w Częstochowie mieli stłuczkę z trabantem. Tadeusz Nowak i Józef Andrzej Frasik trafili pod opiekę lekarza, a Tadeusz Śliwiak i Wisława Szymborska (z wybitym zębem) pojechali taksówką na cmentarz. W ciągu swojego życia Halina Poświatowska opublikowała trzy tomiki wierszy. Po śmierci ukazał się czwarty, obszerny tom "Jeszcze jedno wspomnienie"(1968), owoc dwu ostatnich pracowitych lat, do którego dołączono wiersze napisane przed pierwszą operacją serca, pełne złych przeczuć, których jednak żyjąca i spragniona życia nigdy nie włączyła do tomików. Kochała swoje życie, ceniła siebie, swój talent, urodę kochanków. Była kobietą, która mimo choroby, żyła pełnią życia, tak jakby każdy dzień miał być tym ostatnim. To, co uderza w biografii Haliny Poświatowskiej, to jej upór, brawurowa odwaga, szaleńcza zachłanność wobec życia. Naprawdę, mimo ciężkiej choroby żyła tak, jak chciała. Trudno powiedzieć, czy to choroba spotęgowała tę zachłanność, czy ów apetyt na życie był cechą pierwotną. Tak czy inaczej Halina nie rezygnowała z niczego, co sprawiało jej przyjemność: ani z pisania, ani z miłości, ani z romansów, ani z podróży, ani z nawijania włosów na papiloty, troski o urodę. Uważano, że zmiana trybu życia może przynieść chorej pewną ulgę, przedłużyć jej życie. Ale Halina nie prowadziła takich kalkulacji. Nie umiała żyć inaczej. W biografiach pisarki sporo mówi się o mężczyznach jej życia. Niektórzy, jak mąż poetki Adolf Poświatowski, Ireneusz Morawski, Jan Adamski, wymienieni są z imienia i nazwiska. Wiadomo jednak, że Poświatowska miała bardzo wielu bliskich znajomych, czasami przygodnych, czasami zupełnie nieudanych. Nie wnieśli do jej życia nic poza cierpieniem. Ludzi to fascynowało i zarazem drażniło. Słysząc o chorobie Poświatowskiej, o zagrożeniu jej życia, spodziewali się zobaczyć osobę złamaną i naznaczoną cierpieniem. Spotykali tymczasem piękną kobietę o fascynującej twarzy z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi, szarozielonymi oczami, inteligentną i błyskotliwą. Śmiała się głośno, zaczepnie, mówiła wysokim, ostrym głosem, odważnie nazywała swoje pragnienia i potrzeby. Nie pasowała do żadnych schematów. I była najwyraźniej oswojona ze swoją innością, tożsama ze swym losem, zmobilizowana wewnętrzną energią, prawie szczęśliwa. Nota biograficzna Halina Poświatowska (ur. 9 maja 1935 w Częstochowie, zm. 11 października 1967 w Warszawie), poetka polska, jedna z najważniejszych postaci polskiej literatury powojennej. Urodziła się w Częstochowie jako Helena Myga (imię oficjalnie zmieniła, gdy wróciła z USA). Kształciła się w gimnazjum "Nauka i Praca", a po jego zamknięciu w żeńskim Liceum im. Juliusza Słowackiego w Częstochowie. Z powodu choroby serca większość swojego życia spędziła w szpitalach i sanatoriach, gdzie też poznała swojego przyszłego męża Adolfa Ryszarda Poświatowskiego, którego poślubiła w Częstochowie 30 kwietnia 1954. Po dwóch latach małżeństwa, w wieku 21 lat, została wdową. W 1958 r. Poświatowska przeszła skomplikowaną operację serca w Stanach Zjednoczonych. Została tam 3 lata i studiowała w Smith College w Northampton. Po powrocie do Polski podjęła studia filozoficzne na Uniwersytecie Jagiellońskim. Z Krakowem związane są ostatnie lata jej życia, pracowała wówczas na uniwersytecie. W 1967 stan jej zdrowia był na tyle niepokojący, że podjęto decyzję o kolejnej operacji serca. W osiem dni po przeprowadzonym w Warszawie zabiegu zmarła - miała zaledwie 32 lata. Zadebiutowała w 1956 publikując swoje wiersze w Gazecie Częstochowskiej (za jej odkrywcę uważa się krytyka literackiego i poetę Tadeusza Gierymskiego). Jej pierwszy zbiór poezji, Hymn bałwochwalczy, pojawił się rok później i zebrał przychylne opinie krytyków i poetów. Następne wiersze zebrane zostały w trzech kolejnych tomikach poezji: Dzień dzisiejszy (1963), Oda do rąk (1966) i Jeszcze jedno wspomnienie (1967). Głównymi motywami jej poezji były przeplatające się wzajemnie miłość i śmierć. Świadoma swej kruchości Poświatowska dawała wielokrotnie wyrazy sprzeciwu wobec nieugiętego losu. Ubolewała nad niedoskonałością ludzkiego ciała, ale i umiała wykorzystać każdy moment przemijającego życia. W swych utworach nie pomijała także swojej kobiecości, pisała o sobie i innych kobietach, kobietach-bohaterkach. Wszystko to osadzone było w głębokich przemyśleniach filozoficznych. Poezja Haliny Poświatowskiej stanowi przejmujące studium natury ludzkiej, kobiety pragnącej miłości i kobiety świadomej swej śmierci. Podane za: Wikipedia - Wolna Encyklopedia. Kalendarium 1935 - 9 maja w Częstochowie, przy ul. 7 Kamienic przychodzi na świat Helena Myga (wiele lat później Helena zmienia sądownie imię na Halina), córka Feliksa i Stanisławy z Ziębów. 1945 - W wieku dziesięciu lat Halina przechodzi anginę, która w efekcie przynosi zapalenie stawów, a później poważną chorobę serca. 1948-1951 - Nauka w gimnazjum "Nauka i Praca", a po jego zamknięciu w żeńskim Liceum im. Juliusza Słowackiego przy ulicy Kościuszki w Częstochowie. 1949 - Rozpoczyna leczenie w III Klinice Chorób Wewnętrznych w Krakowie, kierowanej przez profesora Juliana Aleksandrowicza. 1953 - 7 lipca w Kudowie poznaje Adolfa Ryszarda Poświatowskiego (ur. 19.02.1930 r.) - malarza, studenta Wydziału Reżyserii Łódzkiej Szkoły Filmowej, który również cierpi na nieuleczalną chorobę serca. 1954 - 30 kwietnia w częstochowskim Urzędzie Stanu Cywilnego Halina zawiera związek małżeński z Adolfem Poświatowskim. 26 czerwca bierze ślub w kościele św. Jakuba w Częstochowie. 1954-55 - Lata nauki w Państwowym Liceum Korespondencyjnym. 1955 - 14 czerwca zdaje maturę w Państwowym Liceum Korespondencyjnym. 1956 - 23 marca w Krakowie, w Hotelu Europejskim umiera nagle Adolf Poświatowski. 17 grudnia Haśka debiutuje na łamach "Gazety Częstochowskiej" wierszami: "Szczęście" i "Człowiek z Annapurny". 1957 - 27 stycznia ma miejsce ogólnopolski debiut poetycki Haliny: w "Kierunkach", a potem w krakowskiej "Zebrze". 1958 - 9 sierpnia dzięki staraniom prof. Juliana Aleksandrowicza poetka udaje się do filadelfijskiej kliniki, aby poddać się nieuniknionej operacji serca. - Ukazuje się pierwszy tomik poezji w krakowskim Wydawnictwie Literackim pt. "Hymn bałwochwalczy". - 12 listopada w Hahnemann Hospital w Filadelfii przeprowadzono operację na jej otwartym sercu. 1959 - 24 września po otrzymaniu stypendium rozpoczyna naukę w Smith College w Northampton w stanie Massachusetts. - Na Ogólnopolskim Festiwalu Młodej Poezji "Hymn bałwochwalczy" otrzymuje wyróżnienie jako najciekawszy debiut książkowy. 1960 - Udział w letnich kursach na Columbia University w Nowym Jorku. 1961 - 11 czerwca kończy III rok college'u, a zarazem swoją edukację w Ameryce, otrzymuje stopień Artium Baccalareus. - 20 lipca na pokładzie "Batorego" wraca do Polski. - W 23 numerze "Współczesności" ukazuje się jej reportaż o pobycie w USA pt. "Notatnik amerykański". - Dokonuje oficjalnej zmiany imienia z "Helena" na "Halina". - W październiku rozpoczyna studia na Wydziale Filozoficzno-Historycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. 1962 - 5 stycznia otrzymuje pokój w Domu Literatów przy ul. Krupniczej 22 w Krakowie. - 13 kwietnia zostaje przyjęta na członka Związku Literatów Polskich. 1963 - 28 czerwca 1963 roku broni pracę magisterską "Przyczynowość w systemie logiki J. St. Milla" i otrzymuje tytuł magistra filozofii. - W krakowskim Wydawnictwie Literackim ukazuje się drugi tomik jej poezji "Dzień dzisiejszy". 1964 - 1 października rozpoczyna pracę na stanowisku asystenta w Katedrze Filozofii Nauk Przyrodniczych na Wydziale Filozoficzno-Historycznym UJ. 1966 - W numerze 38 "Życia Literackiego" ukazuje się opowiadanie "Niebieski ptak" - Warszawski "Czytelnik" wydaje trzeci tomik wierszy pt. "Oda do rąk". - Wakacje spędza w Jugosławii, najpierw w towarzystwie Caroline Karpinski, a potem Jana Adamskiego. - 8 października - 30 listopada: przebywa na stypendium w Paryżu. 1967 - Ukazuje się w Wydawnictwie Literackim tom autobiograficznej prozy - "Opowieść dla przyjaciela". - 31 maja 1967 roku zostaje - po raz kolejny - przyjęta do III Kliniki Chorób Wewnętrznych. - 3 października w warszawskim Instytucie Gruźlicy przy ul. Płockiej 26 poddaje się drugiej operacji serca. - 11 października Halina Poświatowska umiera w wieku 32 lat i zostaje pochowana na cmentarzu św. Rocha w Częstochowie. - Podczas Gdańskich Spotkań Jesiennych została wyróżniona pośmiertnie nagrodą "Pierścienia" za całokształt twórczości. 1968 - W krakowskim Wydawnictwie Literackim ukazuje się pośmiertny tom, zatytułowany "Jeszcze jedno wspomnienie", przygotowany przez Jana Zycha i siostrę poetki, Małgorzatę Porębską.
|